Każdy, kto w konfrontacji z psychologią zorientowaną na proces drapie się w głowę z myślą "ale o co chodzi?" - powinien sięgnąć po tą książkę. Ze wszystkich opracowań, z jakimi miałem do czynienia, w moich oczach to właśnie wyróżnia się od strony organizacji, klarowności i jednocześnie przystępności materiału. Dzieje się tak głównie dzięki licznym przykładom, z dużym wyważeniem dozowanym dokładnie tam, gdzie są porzebne do zilustrowania wprowadzanych pojęć i objaśnianych mechanizmów zachowań. Wartość tego opracowania nie jest jedynie informacyjna. Z każdego zdania bije osobiste ciepło, które znam z kontaktu bezpośredniego z Autorką. To doskonała wizytówka jej kompetencji i metaumiejętności terapeutycznych. Czyli - mówiąc bez używania specjalistycznych terminów - ciepła, współodczuwania i dobrej energii. To się daje odczuć z każdym kolejnym słowem, a lekturę odbiera się jak naprawdę kojącą terapię.
Przybliżenie zrozumienia krajobrazu bolesnych przeżyć, a najczęściej wręcz zamkniętych, wyizolowanych i odrębnych światów, skrystalizowanych wokół traum - to ambitny cel jaki udało się w tej książce osiągnąć. Zagmatwane, skomplikowane relacje, w których ofiara staje się bezwzględnym, terroryzującym wszystkich dookoła Katem - nie kończąc na zemście na swoim mniej lub bardziej wyimaginowanym Prześladowcy - krok po kroku rozbierane są z mrocznych zasłon oraz mgieł, a ich sens istnienia, cel oraz funkcje stają się w końcu jasne. Wybrane procesy terapeutyczne, spisane krok po kroku, ułatwiają odkrycie w sobie podczas lektury tych wyklętych i wyrzuconych poza nawias własnego ego aspektów osobowości i ról społecznych.
Tezą przewodnią, którą dzięki temu udaje się wykazać, jest między innymi obecność w zbiorowej nieświadomości tych ról - zarówno na płaszczyźnie mitologicznej i uniwersalnej, jak i zależnych od specyfiki mniejszych, lokalnych społeczności. Wszyscy je w jakimś stopniu w sobie mamy, jak maski w garderobie. Czy je zakładamy, jak, po co i dlaczego - to już inna kwestia.
Dzięki klarownie wyłożonej terminologii i pojęciom psychologii pracy z procesem, udaje się spowolnić te zjawiska - zazwyczaj szybsze, niż mrugnięcie wewnętrznego oka naszego umysłu. Trening cierpliwości i rozwijania umiejętności współodczuwania dokonuje cudu transformacji mrocznych testów skojarzeniowych Rorschacha w nas samych. Obrazy naszych domniemanych prześladowców zmieniają się w same archetypy ról, które spełniały w naszym życiu jakąś potrzebną funkcję. To my sami wzięliśmy udział w przedstawieniu, grze czy transakcji psychicznej, na której mocy w ogóle mogły się zadziać bolesne wydarzenia, które potem w sobie nosimy i oskarżamy wszystkich dookoła, zamiast skonfrontować się z własnym, zamkniętym wewnątrz bólem. W tym procesie chowania głowy w piasek - chronimy się przed podjęciem odpowiedzialności za swoje nieświadome działania.
Ból jednak obraca się w przemoc w niezwykle nieraz przewrotny i niezauważalny dla nas samych proces. Wraz z naszymi społecznymi rolami bowiem mamy określone rangi i przywileje, z których płynie siła psychicznego oddziaływania. Jeśli nie jesteśmy jej świadomi, możemy w bardzo szybki i niezauważalny dla siebie sposób zacząć zachowywać się w sposób, który nieuchronnie dla drugiej osoby staje się wyrazem agresji, raniącym komunikatem czy nadużyciem władzy, wywołującym bunt, przerażenie lub wręcz (domniemany) kontratak. Nie chronią przed tym najlepsze nawet techniki kontroli i transformacji emocji, słów czy gestów - czasem przewrotnie one też dokładają się do siły oddziaływania roli nieświadomego agresora. Celowo rozdzielam tutaj "rolę agresora" od kolokwialnego "my"- bo to rozdzielenie jest kluczowe w procesie uświadamiania, a później integracji, transformacji i ostatecznego uzdrowienia toksycznych relacji.
Dzięki "wyjściu z roli" i "stanięciu obok", a następnie odwróceniu ról można się otworzyć na uświadomienie i współodczuwanie, a w efekcie realne zrozumienie, zamiast intelektualnego teoretyzowania i naiwnego marginalizowania problemów, bądź skłaniania do "dobrodusznego doradzania". Jest to wyraźnie podkreślone i książka ta bardzo starannie sprowadza czytelników do swojego wnętrza, w dół z utwardzonej intelektualizmami "puszki mózgowej".
Mnie samemu lektura tej książki przyniosła doświadczenie oczyszczającego katharsis. To nie jest oczywiście terapia sama w sobie - raczej bilet i zaproszenie do niej. Takiej głębokiej podróży - w dół norki króliczej do Krainy Czarów, gdzie tyranem jest ktoś, kto wydawał się reprezentować jakości miłości a ktoś, kto dosłownie dłubie się mrokach okazuje się być czysty wewnętrznie - mogę tylko życzyć wszystkim, którzy zdecydują się poświęcić wieczór na zapadnięcie się głęboko w siebie, mając "Zranione stany świadomości" w rękach. W szczególności polecam ją tym, którym wydaje się, że już tylko "LSD Psychotherapy" może im pomóc. Wszyscy adepci astrologii, czy innych form dywinacji również niezmiernie skorzystają z tej wiedzy, bo pomoże im ona uporządkować i spojrzeć na nowo na chaotyczny krajobraz różnorodnych teorii i szkół. Taka delikatność i troska w potraktowaniu materiału psychologicznego i komunikacyjnego jest również w materiałach o NVC czyli "Porozumieniu bez przemocy". Książka Bogny Szymkiewicz również bardzo pomaga w zrozumieniu roli, pochodzenia i funkcji tej formy komunikacji.