Umiejętność mediacji w zaognionych, konfliktowych sytuacjach jest cenniejsza niż złoto (bo tyle wedle przysłowia warta jest cisza). Podobnie cenna jest zdolność do współodczuwania wtedy, kiedy własne rany są już tak głębokie, że następnym logicznym krokiem wydaje się już tylko odwet, a nie komunikacja. Nikt nie wie tego chyba lepiej, niż spadkobiercy świadków kaźni Holocaustu. Przykładem tak głębokiego współodczuwania i zrozumienia roli agresora otwiera właśnie tą książkę Marshall Rosenberg, który jeździ po świecie i staje w roli mediatora w skrajnych sytuacjach. Jego umiejętności sprawdziły się już zarówno w strefie Gazy, jak i w klasie amerykańskiej szkoły publicznej, gdzie napięcia na tle narodowościowym i rasowym, podsycane dodatkowo przez media i lokalne społeczności, są dosłownie wybuchowe. Okazuje się, że te same umiejętności przydają się w tzw. starych małżeństwach, a relacje w których partnerzy uczą się NVC (Non Violent Communication) czyli właśnie tej umiejętności porozumienia bez przemocy, nabierają nowej, niespodziewanej głębi. Pedagodzy i psychologowie dostają w prezencie bezcenne narzędzie do komunikacji, sprawdzające się w ekstremalnych przypadkach i ułatwiające wszystkim życie na codzień.
Jak zatrzymać błędne koło lękowych wyobrażeń, co myśli oraz zamierza druga strona i swoich agresywnych "prewencyjnych odpowiedzi" na spodziewany atak, prowokując w ten sposób kolejny? Jak wyjść poza potok wylewających się czasem mimo woli z ust oskarżeń, osądów i ocen? Jak asertywnie ale bez agresji zareagować na takie zachowania z drugiej strony? Jak nie dać się wmanipulować w rolę pod- lub nadrzędną w stosunku do rozmówcy?
Odpowiedzi na te pytania wydają się być bardzo proste, gdy się je czyta. Zaraz po przeczytaniu ich jednak okazuje się, że jesteśmy już tak przyzwyczajeni do słownych "gier siłowych", iż niezmiernie trudno nieraz się przed nimi powściągnąć. To też okazuje się funkcjonować w bliskich relacjach, ponoć opartych na miłości. "Samiec alfa" jest w końcu cennym i archetypowym partnerem, podobnie jak za symbol seksu i atrakcyjności uchodzi silna "Domina". Im bardziej nam się wydaje to być paradoksalnym przewartościowaniem lub niedowartościowaniem - tym głębiej mamy w sobie te role i mechanizmy (o czym można wiele przeczytać w książce "Zranione stany świadomości"). Złapani w pułapkę biegu w stronę miłości - a więc i domniemanego zwiększania wszelkimi sposobami swojej atrakcyjności - wyrażamy te role (bądź ich uległe odpowiedniki) nierzadko bardziej, niż byśmy chcieli bądź całkowicie nieadekwatnie do sytuacji. A wszystko to dlatego, że... chcemy doświadczać miłości. Kiedy wydaje nam się jednak, że złapaliśmy ją już w ręce i posiedliśmy, świetliste jej perły topnieją nagle jak śnieg.
"Dlaczego? Co znowu nie tak powiedziałem/łam? O co ci znowu chodzi?" A w odpowiedzi - cisza. Znacie ten schemat? Jaki następny krok byście sobie wyobrażali w takiej sytuacji, kiedy już udałoby się przełamać barierę milczenia? W lżejszym wypadku wybuch stereotypowej, werbalnej "kłótni kochanków". W najgorszym - rękoczyny a w konsekwencji rozstanie lub coś jeszcze gorszego. W sytuacji nadużyciowej, w której jedna strona już w jakiś sposób została nagle upokorzona przez drugą (nieświadomie i niepostrzeżenie dla agresora) może niezmiernie trudno być znaleźć odpowiednie słowa, czyli kolokwialnie mówiąc "język w gębie". Nie zwalnia to jednak z odpowiedzialności za całą sytuację i za brak komunikacji. Kiedy jedna strona dostaje furii w ciszy, druga wbrew pozorom nie jest niewiniątkiem - lecz pasywnym agresorem, wyprojektowującym swój własny gniew na podatnego na tą manipulację partnera. Bez umiejętności współodczuwania po obu stronach jednak niesposób wyrwać się z błędnego koła toksycznej komunikacji i pasywno/aktywnej agresji.
Oczywiście nie jest to jedyna możliwość. W odpowiedzi na ciszę bądź uniki, usłyszeć można również potok coraz bardziej absurdalnych ocen, osądów i oskarżeń. Nic nie przychodzi w takiej sytuacji łatwiej, niż im zaprzeczyć i ... zamknąć się w sobie. Im głębsze zamknięcie z kolei, tym bardziej sprowokowany do aktywności staje się krytyk. Jak łatwo sobie wyobrazić, to zamyka błędne koło - również z poprzednim przykładem. Analizie komunikacyjnych wzorców osądzania i ich przemianie poświęcona jest bardzo duża część książki. Powściągnięcie krytyki jest dopiero otwarciem furtki dla drugiej strony na otwarcie się. Im większą siłę ktoś wkłada w swoje krytyczne ataki, tym bardziej jest postrzegany jako manipulujący agresor, który być może całkowicie nieświadomie sam daje się w taką rolę wmanipulować.
Sama lektura "Porozumienia..." oczywiście nic trwale nie zmienia. Książka wypełniona jest licznymi ćwiczeniami, mającymi ułatwić przełamywanie wzorców toksycznej komunikacji, zarówno punktując szczególnie konfliktogenne komunikaty jak i ... ich brak. Cisza bowiem też jest komunikatem - i to bardzo pojemnym. Może wyrażać gniew czy lęk ale też i miłość i akceptację, zależnie od całości sytuacji i kontekstu. Tak samo pod każdym słowem wypowiedzianym mogą iść emocje całkowicie lub względnie nieco odmienne od werbalizowanych. Sztuka obserwacji komunikacji na różnych poziomach rozwija w nas znanego z pracy z procesem metakomunikatora. To dzięki tej pozycji i umiejętności możemy zacząć odkrywać, kto z kim tak naprawdę rozmawia - dorosły z dorosłym, czy też np. małe dziecko z rodzicem, buntujące się bądź próbujące uniknąć spodziewanej kary.
Esencją i sensem opanowywania złożonej sztuki komunikacji jest cierpliwa nauka współodczuwania i stawiania się po drugiej stronie. Problem bowiem w relacjach nigdy nie jest tylko z jednej strony, a przemiana rozmowy w otwarty konflikt jest z tego punktu widzenia porażką w komunikacji. Dla rozumiejących wagę tego zagadnienia są prowadzone kursy komunikacji bez przemocy, zwiększające szansę osiągania porozumienia i przełamywania komunikacyjnego impasu. Warto jednak pamiętać, że nie są one doskonałym sposobem na całe zło, ale dopiero wstępem do zrozumienia, gdzie tkwi problem oraz rozpoczęciem przygody w poszukiwaniu działających rozwiązań. Pojęcie metakomunikatora i inne zagadnienia z pracy z procesem nie są w tej książce wykładane, ale ich znajomość niezmiernie ułatwia zrozumienie oraz przyswojenie tematu.
Gorąco polecam lekturę "Porozumienia..." wszystkim, którym zdrowe zdolności komunikacyjne są bardzo potrzebne w pracy i w życiu codziennym. Nie znajdziecie tam odpowiedzi na wszystkie wasze pytania ani doskonałych sposobów i sztuczek do zastosowania w każdej, podbramkowej sytuacji. Możecie być postawieni przed faktami, w obliczu których sami zaniemówicie i zdawałoby się, że żadne słowa nic nie dają. Wtedy jednak warto wrócić do pozawerbalnych pierwocin języka oraz świadomości ciała, którą najlepiej wykształcać poprzez dramę, autentyczną teatralną improwizację służącą pracy z procesem odkrywania wypartych, zmarginalizowanych ról, czy takie metody ekspresji jak taniec - w szczególności Butoh.
Od lektury i zrozumienia tej ksiązki wiele dróg się zaczyna. Tak było w przypadku moim i moich przyjaciół. Jest to milowy krok na drodze w rozwijaniu własnych zdolności komunikacyjnych, metaumiejętności i zdolności współodczuwania, a także - po prostu - wyrażania siebie. Powodzenia!
Podaj dalej