Xorceria - Promocja Holizmu w Sztuce, Terapii i Życiu

Częste pytania na "Potrójnej Kultywacji"

P: Chętnie bym poćwiczył, ale wierzę w co innego. Nie wierzę we wschodnie herezje a od niuejdż'owstwa cierpną mi zęby.

O: Wiara nie wymaga pracy mięśni. Ćwiczenia jogi nie zmieniają niczyjej wiary. Wielu duchownych, wielu chrześcijańskich nawet mistyków, ćwiczy hatha jogę i jakoś nie zmieniło to nijak ich wiary. Można podchodzić do ćwiczeń z różnym nastawieniem psychicznym i mentalnym - to one mogą cokolwiek zmienić w sferze wiary i przekonań. Przekonanie i nastawienie jednak ma to do siebie, że nie pochodzi z zewnątrz. Jeśli walczysz o wiarę - to tak naprawdę tylko ze sobą.

Poza tym jest kolosalna różnica między niewiarą a anty-wiarą, wierzeniem w nieskuteczność. Czy potrafisz zwątpić w swoją anty-wiarę? Czy odważysz się po prostu sprawdzić czy to działa? Kiedy idziesz na siłownię czy basen, nie potrzebujesz wierzyć w ich skuteczność.

powrót

P: Chętnie spróbuję, ale nie mam pieniędzy.

O: Za pierwsze ćwiczenia nie trzeba od razu płacić, a jeśli nie przypadną ci do gustu - to wcale nie trzeba. Najważniejsze jednak dla ciebie jest, że przeznaczeniem tych ćwiczeń jest kreacja energii życiowej. Mają one za zadanie wytworzyć w tobie tyle siły, by pestką dla ciebie było poradzenie sobie z trudnościami życiowymi, zarobieniem pieniędzy na siebie i tej odrobiny na miesięczną opłatę.

Jeśli nie dadzą ci one tego - to po prostu nie są dla ciebie. Jeśli nie przyjmiesz ich efektów, to prawdopodobnie również w życiu trudno ci jest przyjmować pieniądze za swoją pracę. Jeśli podziałają - z pewnością uznasz te pieniądze za dobrą inwestycję. Przesłaniem jogi jest między innymi zaprzestanie walki. Wygrasz, gdy przestaniesz się szarpać z przeciwnościami. Nie ma się więc czym przejmować, warto skorzystać i dać sobie szansę na zmianę życiową.

powrót

P: Cykl ćwiczeń już trwa, czy mogę dołączyć?

O: Do momentu rozpoczęcia fazy Kultywacji Uważności - tak, nie ma problemu. Po zakończeniu fazy Kultywacji Energii Życia skład grupy zostaje zamknięty. Konieczne jest zaliczenie przynajmniej jednych ćwiczeń z Kultywacji Energii, by móc się rozeznać w następnej fazie i wejść w nią razem z resztą grupy.

powrót

P: W czym twój kurs jogi jest lepszy niż inne?

O: Nie, mój kurs nie jest lepszy, jest inny niż pozostałe. Gdy zaczyna się porównywać kursy jogi, rozmawiając z mądrymi Hindusami, to z miejsca szeroko uśmiechają się i uprzejmie kończą ją uwagą, że "jest wiele stylów jogi". Też mam swój styl, jak wszyscy inni.

Patańdżali w swoim klasycznym dziele "Jogasutry" skończył definicję jogi w pierwszym zdaniu: "Joga - powściągnięciem zjawisk świadomości" (tłum. Leona Cyborana). Kategoryczność i prostota tej sutry paradoksalnie odsłania, jak wiele musiało być kiedyś kontrowersji między różnymi nauczycielami. Wystarczy by ten jeden cel był osiągany aby dane działanie określić jogą. Pod tym względem mój kurs czy też styl nie różni się niczym od innych.

Polecam zapoznanie się z i przemyślenie tekstu "W jodze nie ma konkurencji".

powrót

P: Czym się różni twój kurs jogi od innych?

O: U mnie jest więcej medytacji, relaksacji, pracy z energią niż na typowych kursach jogi, szczególnie prowadzonych wg szkoły Iyengara, na których jest to mocno ograniczone. Rzadko też oficjalnie się prowadzący iyengarowską jogę reklamują z tego rodzaju pracą wewnętrzną - jeśli w ogóle ma ona miejsce. Przyczyną tego odgórnego ograniczenia jednak nie jest nieznajomość czy niekompetencja nauczycieli, którzy sprowadzili jogę Iyengara do Polski i w ten a nie inny sposób szkolą dalej swoich instruktorów.

Rozstrzygające w tej kwestii okazuje się być oficjalne stanowisko Kościoła Katolickiego, czyli ograniczenia obecnego systemu społeczno-politycznego Polski. Kościół zajmuje obecnie neutralne stanowisko w stosunku do kursów medytacji, jogi i Qigong, mających ewidentnie religijne podłoże, pod jednym, kluczowym warunkiem. Nie mogą one uczyć o energii życiowej, a już w szczególności nie o Kundalini, tzw "wężowej" energii budzącej tzw dary Ducha Świętego, bądź też dającej "owoc z Drzewa Poznania Dobra i Zła". W tym już stanowisko Kościoła jest jednoznaczne - wszelkie tego rodzaju kursy są osądzane jako sekciarstwo i wrzucane do jednego wora z satanizmem.

Jak łatwo się domyślić, w Polsce tego rodzaju reklama nie sprzyja rozwojowi ani nawet przetrwaniu tego rodzaju działalności. To, że tego typu religijna ekskomunika wisi na wszystkich zajmujących się Kundalini, dokłada się równo do powszechności zjawiska syndromu białego światła i wynikających z niego niezdrowych społecznie postaw. Kościół swoją grupową klątwą podbija dokładnie ten problem, który próbuje zwalczyć - sekciarstwo.

Nie piszę tego, by się w jakikolwiek sposób dorzucać do publicznego osądzania Kościoła. Chciałbym mocno podkreślić, że w tej instytucji są ludzie, tacy sami, z tymi samymi talentami, doświadczeniami i problemami, jak ludzie "po drugiej stronie barykady" - choć żadnej barykady nigdy tak naprawdę nie było. Nie chcę też niczego udowadniać, ani paluchem pokazywać księży i zakonnice stosujących Reiki i bioterapię, by pomagać innym. Mogę się tylko głęboko im pokłonić i pozdrowić z serca.

Ponieważ osobiście przestałem już się przejmować niesłusznymi oskarżeniami o satanizm mniej więcej w 1999 roku, nie jest to dla mnie przeszkodą w prowadzeniu takich zajęć. Między innymi z tego też powodu, obecność tak krytycznego zdania instytucji Kościoła nie jest dla mnie powodem do podejmowania jakiejkolwiek krucjaty czy jihad.

Specjalizuję się w sprowadzaniu ludzkiej świadomości na głębsze poziomy, uświadamianiu zjawiska energii życiowej, uruchamianiu wewnętrznych sił uzdrowicielskich, naturalnych i wrodzonych każdemu człowiekowi. Dzielę się swoją wiedzą na ten temat, niezależnie od przesądów i stereotypów żywionych przez opinię publiczną.

powrót

P: Chcę się wyleczyć zupełnie sam/sama. Nie potrzebuję pomocy innych. Jakie książki polecasz?

O: Najlepiej cokolwiek autorstwa Carla Gustava Junga, on miał bodajże taki sam problem. Nie masz zaufania i testujesz nawet osobę, którą pytasz się o źródła jej informacji. To znak, że wchodzisz w niezdrowe relacje z innymi i że wynosisz z nich wiele cierpienia. Problemy w relacjach z innymi ostatecznie można rozwiązać wyłącznie wchodząc w zdrowe relacje.

To może zabrzmieć dla ciebie podejrzanie, ale ostateczne rozwiązanie jest tylko jedno - wejdź w zdrową, jasno określoną relację terapeuta-pacjent. Poszukaj sobie terapeuty, który wzbudza w tobie zaufanie. Dopóki tego nie zrobisz, możesz tylko czytać o swoim problemie i poznawać go z różnych stron, ale go nie rozwiążesz. Lęk przed kontaktem z drugim człowiekiem pozostanie, dopóki nie odważysz się go przełamać.

powrót

P: Czy nauczę się jogi i Qigong na twoim kursie?

O: Joga, Qigong i wszystkie inne dziedziny z jakich czerpię to tematy rozległe jak oceany. U mnie możesz poznać podstawy podstaw i przyswoić elementarne zasady pracy w tych systemach. To i tak bardzo wiele. Sądzę, że nie sposób nauczyć człowieka jakiejkolwiek z tych dziedzin, bo praca i poznawanie każdej z nich zajmuje lata, a szczególnie zaangażowanym praktykom - nawet całe kolejne inkarnacje. Mój kurs nie jest zorientowany na nauczenie kogokolwiek przedmiotu pt. "joga" albo "Qigong" - to nie jest szkoła z programem nauczania przedmiotów, zamkniętych w określonych odgórnie ramkach. Nie podpisuję się pod żadną ze szkół czy linii przekazu, żadna szkoła ani linia przekazu nie dała mi swojego namaszczenia, patronatu i ... kontrolującego zwierzchnictwa.

Mój kurs jest zorientowany na osiąganie określonych celów - po to są one wymienione, by było jasne do czego kurs ma prowadzić. Wszystkie elementy ze źródłowych filozofii i szkół, techniki jakimi się posługuję na ćwiczeniach, mają prowadzić do osiągnięcia zamierzonych celów. Celem nie jest nauczenie żadnego z tych przedmiotów. Na mój kurs przychodzisz po to, by się rozluźnić, naenergetyzować, zasilić swoje ciała fizyczne, energetyczne, duchowe, a także by zaznajomić się z podstawami technik, które możesz samodzielnie wykonywać, by to osiągać niezależnie od kogokolwiek. Kurs ma przełamać bariery lękowe i pozwolić ci dalej poznawać te tematy bez lęku i czołobitności przed źródłami tej wiedzy i osobami, które ich uczą. Możesz poznać przedmiot jogi czy Qigong w każdej innej szkole, która wykłada je jako przedmioty w ramach określonego programu - a mój kurs ma ci dać wprowadzenie i ułatwić to.

powrót

P: Czy twój kurs wyleczy mnie z X?

O: Nie, czymkolwiek by to X nie było. Wyleczysz się samodzielnie - mój kurs służy obudzeniu i wsparciu twojego Wewnętrznego Lekarza. Są określone techniki pomocne w leczeniu się z pewnych konkretnych przypadłości, jednak to nie one leczą. Lecząc się samodzielnie jednak, pamiętaj iż nie leczysz się samotnie, w odcięciu od innych. Jeśli wydaje ci się, że wyleczysz się zupełnie sam/sama, to patrz odpowiednie pytanie.

Wczesna, postchrześcijańska literatura new age ugruntowała iluzję, że wystarczy posiedzieć, pomanipulować jakąś czakrą i problem będzie z głowy, rozwiąże się Cudownie, bo w końcu tak właśnie napisano w Biblii, iż Duch tak uzdrawia, a w końcu tego właśnie wszyscy szukają tak? Nie. Takie działanie w istocie niewiele różni się od połykania kolejnej pigułki. Zamiast trwale leczyć - przenosi problem na inny poziom, z osoby, która takim a nie innym trybem życia i sposobem postępowania wypracowała sobie taką a nie inną kondycję przewala odpowiedzialność na jej Nauczyciela, Guru, Nadświadomość, Ducha, Boga czy cokolwiek innego gdzieś tam, hen wysoko nad głową. Dzieciom takie numery uchodzą, dorosłym już niekoniecznie.

Pół biedy, gdy manipulacja doprowadza go do płaszczyzny mentalnej, gdzie zostaje dostrzeżony oraz zrozumiany - wtedy można wykorzystać wiedzę i zrozumienie do realnego rozwiązania. Niektóre problemy faktycznie sprowadzają się do zrozumienia - z niego wynikająca nauka chroni przed popełnianiem wciąż tych samych błędów. Inne sprowadzają się do dostrzeżenia rzeczy, których się nie chciało widzieć, które się samemu przed sobą ukryło. Nie załatwia to jednak wszystkich problemów.

Bieda zaczyna się, gdy osiągnięte samozadowolenie, powrót do homeostazy zastępuje dążenie do zrozumienia źródeł - a wtedy problem zostaje przepchnięty z płaszczyzny materialnej z powrotem na energetyczną. Takie działanie powiększa bagaż karmiczny zamiast go zmniejszać.

Nie należy zrzucać wszystkich oczekiwań na praktykę duchową czy boską energię - korzystaj ile możesz z tradycyjnych, naturalnych metod, wykorzystując mądrość swojego ciała: sygnały i informacje jakie dostajesz od niego w czasie praktyki. Zaoszczędzoną na szarpaninie z chorobami energię życiową gromadź dla rozwoju wewnętrznego.

Podtrzymywanie choroby i słabego zdrowia to mechanizm obronny który skutecznie chroni cię przed pełnym zaangażowaniem i robieniem trwałych postępów w praktyce. Poleganie na praktyce jako na jedynym lekarstwie, gwoli np. sprawdzenia, czy to jest "ta praktyka", to oszukiwanie siebie, prowadzące ostatecznie do okrycia, iż "to nie ta cudowna praktyka która uzdrowi wszelkie moje problemy, a więc to oszustwo". Oszustwo tkwi na samym początku w twoim nastawieniu do praktyki i poglądzie na to, jaka ona powinna być i co powinna dać. Próbując upolować Cudowne spodziewasz się szybkiej wygranej, a Cudowne nie byłoby takie, gdyby dało się od tak raz dwa upolować. Stąd też i druga pułapka - nie dopuszczanie do siebie świadomości wartości tego, co się znalazło, bo zbyt łatwo i zbyt szybko przyszła ta zdobycz.

Zaczynając praktykę samouzdrawiania pamiętaj, że najważniejsze są nie cudowne praktyki czy zabiegi, wykonywane od czasu do czasu - ale codzienne, najprostsze działania. Leczenie siebie zaczyna się od zmiany swoich nawyków żywieniowych - i trzymania się ich. To dzięki zmianie diety można odzyskać tą minimalną porcję energii życiowej, która umożliwia i wystarcza na rozpoczęcie regularnych ćwiczeń fizycznych i bioenergetycznych.

powrót

P: Czy naprawdę muszę zmieniać dietę i pozbyć się nałogów? A co, jeśli stronienie od nałogu jest nałogiem?

O: Jest taka anegdotka o dwóch wielce poważanych, duchowych guru Indii, w której uczeń mistrzowi wypomina, iż wciąż od lat trzyma się nałogu palenia, na co tamten odparowuje uczniowi, że ten trzyma się nałogu niepalenia. Wielu mądrości i specyficznych rysów kulturowych można się w tym dopatrywać, jednakże podstawowa kwestia pozostanie zawsze ta sama: nałóg jest nałogiem, szkodliwym nawykiem.

Nałóg zabija żywy organizm. To definiuje go jako nałóg - szkodliwy, sprzeczny z pragnieniem życia nawyk.

Celem kursu jest uczynienie z ciebie eksperta w dziedzinie zachowania i pomnażania energii życiowej. Nie jest intencją kursu uczynienie z ciebie eksperta w rozpraszaniu coraz to większych ilości energii życiowej. Przedmiotem kursu jest wyrobienie takich nawyków i odruchów, które będą chronić twoje życie i oddalać od ciebie śmierć. Żaden nałóg nie podpada pod tą kategorię. Masz sobie dawać radę ze sobą, swoim życiem i swoją energią życiową, nie tylko w czasie kursu, nie tylko wtedy, kiedy aktywnie praktykujesz, ale też i wtedy, kiedy już nie uczestniczysz, albo nie możesz praktykować. Wtedy działać na twoją korzyść mają wszystkie wyrobione, chroniące życie oraz energię życiową nawyki i odruchy.

powrót

P: Jak mam zmienić dietę? To takie trudne dla mnie.

O: Dieta wiąże się z dwoma ważnymi przywiązaniami: do określonych, własnych myśli i emocji, oraz do określonych osób, które pomagają nam trzymać się tychże określonych myśli i emocji. Jedzenie ma bardzo ważną funkcję socjalizacyjną i psychiczną. Zjada się przede wszystkim jego zawartość psychiczną. Dietetycy opowiadający się za holizmem twierdzą, że jedzenie ma swój smak, gdy ma swoją opowieść czy historię. To ona tworzy potrawę.

Zacznij od zastanowienia się, z kim, co i dlaczego jesz. Jeśli z nikim - to w jakiej porze, przy jakiej okazji i w jakim otoczeniu zjadasz to, co cię najbardziej obciąża. Robisz to w pracy? W łóżku? Przed telewizorem? W przepastnych czeluściach swojego ulubionego, łamiącego kręgosłup, żarłocznego fotela czy sofy?

Następnie przyjrzyj się temu, co pijesz - i analogicznie przeanalizuj "historię" swoich ulubionych napojów. W skład tej historii wchodzi twoja własna historia osobista, twój sposób myślenia i postrzegania, twoje emocje, twoje przywiązania. Zanim zmienisz nawyki żywieniowe - zmień nawyki dotyczące napojów. Może być niemożliwe, lub bardzo trudne, ograniczenie lub odstawienie wołowiny czy wieprzowiny, jeśli się pije alkohol. Pijąc kawę i mocną, czarną, popularną herbatę, może być niezmiernie trudno odstawić ciastka, bułki lub inne wypieki - słodkie, wysokowęglowodanowe czy też po prostu mające wysoki indeks glikemiczny. Jedno i drugie zestawienie ma silne, biochemiczne i fizjologiczne uzasadnienie.

Jedno i drugie może być bardzo łatwo odstawić, jeśli się przez 3 dni pije np. tylko czystą, mineralną wodę. Czarną herbatę i kawę najczęściej piją ludzie żyjący w ciągłym stresie, wyciskający z siebie energię życiową na pracę czy naukę, posługując się kofeiną i teiną. Wstrzykują w ten sposób do krwiobiegu dodatkowe porcje adrenaliny z nerek i glukozy z wątroby. Alkohol piją ludzie, którzy po ciężkim dniu pracy próbują przezwyciężyć depresję bądź przemęczenie. Próbują być "na chodzie", pomimo wyraźnych psychofizycznych sygnałów, że konieczny jest wypoczynek i regeneracja, zamiast "błyszczenia" dla najbliższych czy przyjaciół. "Nie mogą im przecież tego zrobić", w sensie - nie mogą po prostu zająć się sobą i odpocząć, zamiast zabawiać innych, bo nie maja ani dla bliskich, ani dla znajomych innego czasu. Właśnie dlatego, że kołowrót praca-dom nie pozostawia innego miejsca w życiu dla nich, jak właśnie te chwile totalnego wyczerpania. Tak oto poczucie winy zabija po cichu, kawałek po kawałku wygryza energię życiową, drenując kolejne kawałki ciała, aż zagryzie całą osobę.

Zmierz się z poczuciem winy i znajdź w swoim życiu miejsce dla siebie - na powrót. Dopiero potem przejdź do "pracy nad sobą" - inaczej praktyka samouzdrawiania stanie się dla ciebie jeszcze jedną, zjadającą cię "pracą".

Zacznij od picia ziół, czy zdrowotnych, specjalnych gatunków herbat. Poszukaj takich, które ci służą i do tego smakują. Im bardziej będziesz odczuwać ich pozytywne działanie, tym bardziej ci zasmakują. Z czasem pijąc zioła zobaczysz, że twój apetyt się zmienił. Nie tylko ilościowo, ale i jakościowo - pijąc zioła zamiast np. ciemnej herbaty, łaknie się po prostu zupełnie czego innego. Postaw obok siebie miseczkę z orzechami, słonecznikiem czy pestkami dyni, oraz np. szklankę naparu z szałwi, mięty, korzenia arcydzięgla czy La Pacho. Po drugiej stronie stołu postaw szklankę czarnej herbaty, cukiernicę i bułkę z dobrym masłem, ulubionym dżemem albo serkiem.

Co wybierzesz? Po co sięgniesz najpierw? Dlaczego? Te pytania są najważniejsze w całym tym procesie. Jeśli nie znajdziesz na nie odpowiedzi, nie zmienisz trwale swoich nawyków, bo ich korzenie pozostaną nieodkryte, zaś wzorce zachowań, które ujawniły się w postaci wzorców żywieniowych, z czasem ujawnią się znowu tak samo.

powrót

P: Czy przyjść na zajęcia jeśli choruję lub źle się czuję?

O: Jeśli przyjdziesz z problemem zdrowotnym na zajęcia z dziecięcym oczekiwaniem, że cudownie on zniknie, to patrz poprzednie pytanie. Nie jest to postawa osoby dorosłej, która bierze odpowiedzialność za swój rozwój i swoje zdrowie. Jest to oczekiwanie dziecka, które oczekuje bez wypowiedzenia swoich oczekiwań i świadomości swoich problemów, że dorosły weźmie na siebie jego problemy i cudownie je rozwiąże. Nie daję takiej ulgowej furtki nikomu. Twoja choroba czy złe samopoczucie to twój problem i tylko ty możesz go rozwiązać. Bez sformułowania swoich problemów jako swoich nie ma samoświadomości - a samoświadomość to najważniejszy i najbardziej podstawowy cel moich zajęć. Musisz wiedzieć co i dlaczego cię boli, żeby móc sobie z tym poradzić. Moje ćwiczenia to nie środek przeciwbólowy, który umożliwiłby komukolwiek ponowne zapomnienie o bólu i swoich problemach.

Zatem moja odpowiedź brzmi: TAK, jeśli czujesz gotowość na konfrontację z przyczynami twojego cierpienia. Jeśli przykładowo masz gorączkę, zapchane zatoki i znikomą koncentrację, spodziewaj się konfrontacji z żalem, poczuciem odrzucenia i gniewem na tych, którzy cię odrzucili w twoim odczuciu. Żadnych fajerwerków medytacyjnych nie doświadczysz, za to spodziewaj się wielu odkryć w kwestii swoich osobistych relacji. Jeśli czujesz, że to jest OK by tego doświadczyć - przyjdź. Zachęcam cię do tego gorąco, bo tak manifestujące się chorobowo poczucie odrzucenia to szczególny przypadek, w którym odkładanie na później zaangażowania się może się ciągnąć w nieskończoność, a przełamać je może tylko twoje postanowienie współuczestnictwa w procesie grupowych zajęć i zgoda na doświadczanie siebie.

Zaangażowanie się w rozwiązywanie własnych problemów, szczególnie związanych z relacjami osobistymi (a takich jest większość) wymaga otwarcia się na pomoc innych. Zaskorupienie się na swoich problemach i zamknięcie na pomoc innych, najczęściej utwierdza i wzmacnia je, gdyż korzenie problemów generujących taką postawę tkwią właśnie w relacjach z ludźmi. Stąd dla wszystkich osób mających problemy ze zdrowiem mam następujące propozycje:

  1. porady i wskazówki co do poznaniu przyczyn problemów, jakie ich nękają,
  2. indywidualne praktyki, którymi mogą sobie sami pomagać,
  3. iść do lekarzy holistycznych na badania i ewentualną terapię, równolegle z własnymi działaniami.

Współpracuję z warszawskim Instytutem Medycyny Holistycznej "Vega Medica", z którego usług gorąco polecam korzystać. Holistycznych i naturalnych ośrodków terapii jest w tej chwili już wiele - można wybierać. Kursy i praktyki które poprawiają ci samopoczucie, nie zmienią realnie stanu zdrowia i sytuacji życiowej, z której wynikł problem.

powrót

P: Mam problemy emocjonalne/uczuciowe/psychiczne. Czy mogę przyjść na zajęcia?

O: Traktuj to tak samo, jak gdybyś chorował/chorowała na grypę czy dolegliwy katar (patrz poprzednie pytanie). Do lekarza nie musisz jeszcze iść, ale nie przeciążaj organizmu treningiem. Ani trening się nie powiedzie, ani przeziębienie (emocjonalne) nie przejdzie. Kiedy problem jest wyraźny, nie przychodź ani też na własną rękę nie próbuj manipulować czy też praktykować z energią. Siłowanie się psychoenergetyczne ze sobą, a tym bardziej z innymi na odległość, pogłębia dysharmonie.

W źródłach o naturoterapii i bioterapii jest wyraźnie zaznaczone, że osoby z problemami natury psychicznej nie powinny się zajmować autoterapią ani tym bardziej terapeutyzowaniem innych. Jest to tym bardziej ostro zaznaczone w przypadku ludzi ze zdiagnozowanymi schorzeniami psychicznymi.

Jeśli problem jest ostry i wyraźny - polecam się jako terapeuta, albo zachęcam do skorzystania z usług innych terapeutów na Xorcerii, zanim przystąpisz do mojego kursu. Jeśli problem z fazy uśpionej i przewlekłej przeszedł w fazę ostrą po poprzednich moich zajęciach w których uczestniczyłeś/uczestniczyłaś - spotykamy się w tygodniu na terapii, po czym uzgadniamy, czy przychodzisz na następne zajęcia, czy nie. Jeśli się nie spotykamy przed zajęciami - nie przychodzisz.

powrót

P: Chcę więcej ćwiczeń fizycznych. Czy mogę łączyć inne kursy jogi z twoim? Jakie kursy polecasz?

Tak. Polecam kursy w oparciu o jogę ajurwedyczną, np. kurs dr Bożeny Ryczkowskiej. Na takich kursach uczy się szczegółów wykonywania asan wg zaleceń ajurwedy, kładzie się nacisk na efekty zdrowotne w ciele fizycznym. Tego typu kursy są dobre dla zupełnie zielonych, mających trudności z wchodzeniem w relaks czy nauką medytacji, dla zainteresowanych przede wszystkim fizycznym rozładowaniem napięć, a także wbrew pozorom dla zaawansowanych. Jestem zwolennikiem poglądu, iż medytacyjna praca z energią wewnętrzną powinna poprzedzać pracę z ciałem, żeby zapobiec problemowi znanemu praktykom Qigong jako Sangong, rozproszenie energii.

Mój kurs jest z tego punktu widzenia kursem wprowadzającym, dającym podstawy do dalszego rozwoju, indywidualnych studiów czy rozszerzania wiedzy przez korzystanie z wielu różnych źródeł. W odróżnieniu od obiegowych opinii na temat duchowych, ezoterycznych czy mistycznych szkół, nie uważam by łączenie różnych szkół czy technik rodziło problemy - może je uwidocznić, ale ich nie tworzy. Wszystko jest kwestią własnego wglądu, uważności, wrażliwości i podejścia, oczekiwań i nastawienia.

Nie roszczę sobie wyłączności na prawdę, poznanie czy możliwości prowadzenia kogokolwiek na jego ścieżce (patrz odpowiedź na poprzednie pytanie). To co robię, polecam i uczę, staram się synchronizować z naturalnym biegiem życia, gwiazdami na niebie i żywiołami na Ziemi. Nie uzależniam tego od żadnych autorytetów, żadnych szkół czy ludzi. Nie ma się tutaj z czym spierać.

powrót

P: Chcę więcej praktyk oddechowych. Czy możesz jakieś polecić?

Badania naukowe wskazują, że hiperwentylacja czyli gwałtowne podnoszenie poziomu tlenu we krwi nie sprzyja dotlenianiu całego organizmu. Oddychanie na poziomie komórkowym słabnie, gdy tlenu we krwi jest zbyt dużo. Według moich obserwacji więcej energii wewnętrznej powstaje wtedy, gdy oddech jest bardzo powolny, harmonijny i gdy jest robiony w pełni uważności. Praktyki medytacyjno-energetyczne z użyciem oddechu, oraz rozwijanie Uważności to najlepsze formuły jakie mogę polecić. Najszybsze techniki jakie stosuję to 4-stopniowa kriya, której celem jest przebijanie się przez blokady psychiczne, wzmacnianie doznań energetycznych i komunikatów wewnętrznych. Technika ta jest w użyciu tylko na etapie kultywacji Uważności.

Jeśli szukasz jeszcze silniejszych ozdrowieńczych kryzysów i rewolucji przewracających do góry nogami całą psychikę, to jest wiele innych kursów, propagujących techniki szybkiego i głębokiego oddychania. Najlepsze metody autoterapeutyczne tego typu jakie znam, to techniki opracowane przez lekarzy i psychologów: oddychania holotropowego, opracowana przez Stanislava Grofa i technika oddechowa Konstantego Butejki. Jeśli szukasz terapii dotleniania na poziomie komórkowym, to polecam kawiarenki tlenowe wykorzystujące utlenione olejki eteryczne sosny śródziemnomorskiej (w ofercie Vega Medica).

powrót

P: Ćwiczenia statyczne i medytacje mnie nudzą.

O: Nuda to ukryty lęk - mówię to specjalnie, by rzucić ci wyzwanie i zmobilizować do wysiłku. Podejmując wysiłek umysłowego skupienia się na czymś, najpierw siłą rzeczy przechodzisz przez swoje bariery lękowe... lub zmykasz przed nimi, kręcąc się dookoła nich jak wokół warownego miasteczka. To one każą ci pozostawać w ruchu, w aktywności i broń Panie Boże nie medytować, nie zaglądać do wnętrza siebie... bo jest tam coś, czego się obawiasz, co sprawia ci ból i od czego odczuwania uciekasz. Nuda pojawia się, gdy uciekasz od bólu. Pozwól sobie czuć ból, najpierw dzięki fizycznym, statycznym ćwiczeniom. Stopniowo, bez nadmiernego przetrenowywania i masochistycznego skupienia wyrozwijając zdolność do skupienia wewnętrznego, które nazywa się medytacyjnym.

Wbrew pozorom, statyczne ćwiczenia to jedyny lek na emocjonalny chaos, ciągły słowotok i wewnętrzną walkę w umyśle. Ćwicząc dochodź do granicy bólu i używaj bólu jako obiektu koncentracji. Znoś ból ale nie katuj się, relaksuj się ale nie pobłażaj sobie, bo każde ekstremum prowadzi do ucieczki od siebie i utraty świadomości tego, co się dzieje z tobą i w tobie. Im bardziej rozwiniesz skupienie wewnętrzne, tym większe zrobisz postępy w ćwiczeniach fizycznych, tym mniej będziesz potrzebować rygoru naśladowania form i zewnętrznego nadzoru do tego, by być tu i teraz, w miejscu gdzie jesteś zawsze - w swoim ciele. Wówczas nagle znajdujesz się po drugiej stronie warownych wałów obronnych własnej psychiki. Przekraczasz bezbramną bramę tworów własnego umysłu i znajdujesz się wreszcie w miejscu, w którym teoretycznie zawsze jesteś... choć nie zawsze to czujesz.

powrót

P: Nie mogę się skupić. Jak mam uciszyć umysł?

O: Myśleniem o braku myśli umysłu świadomego nie sposób uciszyć. Mentalne komenderowanie niczego tu trwale nie zmieni. To jest etap, na którym rozwój świadomości ciała jest decydujący dla postępów w doskonaleniu umysłu.

Pozwól myślom płynąć, nie poświęcaj im więcej uwagi, niż są w stanie zawłaszczyć. Obserwuj stan swoich mięśni, swoją pozycję - swoje siedzenie, swój oddech - ruch i bezruch. Przepływ energii porusza twoje ciało, jest poruszany przez oddech. Oddychaj i pozwól natrętnym myślom odparować z twojego ciała. Obserwuj przepływ energii, aż znajdziesz połączenie obu tych procesów. Wtedy twój umysł się odklei od myśli i nastanie cisza.

Każde swoje osiągnięcie medytacyjne zapisuj, prowadź notatki. Cisza wewnętrzna to nie pranie mózgu, tylko rozwijanie tych jego funkcji, jakich żadna akademicka metoda nie jest w stanie rozwinąć. Mózg nie ma się zamienić w gładką oślą łąkę, wręcz na odwrót - masz go rozwijać myśleniem i intelektualną pracą, o takim natężeniu jakie możliwe jest tylko dzięki rozwijaniu umiejętności wyciszania się. Prowadzenie notatek i intelektualnej pracy nad nimi to nie tylko sposób na motywowanie siebie, to także jest sposób na weryfikowanie własnych doświadczeń - choć pozornie wydawać się może, iż jest to sposób na rozwijanie "wiary w siebie". Widząc, co się pisało wcześniej, człowiek odrzuca po kolei każde z wierzeń, którymi się wcześniej żywił i które kupował od innych, zastępując je wiedzą i realnym, własnym doświadczeniem.

powrót

P: Dalej nie mogę się skupić. Czy w ogóle mogę praktykować mając niespokojny umysł?

O: Oczywiście że tak, potraktuj to jako jeszcze jedną przeszkodę, na której możesz się skoncentrować i oprzeć. Jeśli się skoncentrujesz i wyraźnie usłyszysz chaos w swojej głowie, poczujesz jaki ból psychiczny wywołuje on w tobie. Ten ból i jego świadomość to klucz do rozpracowania problemu chaotyczności myśli i jednocześnie podpora w praktyce. To obiekt koncentracji taki sam, jak np. ból rozciąganych mięśni w ćwiczeniach jogi. Jeśli się od tego nie ucieka, staje się to wsparciem.

To dla mnie bardzo przyjemne i twórcze doświadczenie pracować z ludźmi i całymi grupami, które do bólu są świadome swojej niewprawności w posługiwaniu się "umysłem", chaotyczności swoich myśli. Są bardziej skupieni na tym co robią i uważni, niż ci, którym się wydaje, że "to nie ich problem". Nie ma w powietrzu oparów dumy unoszącej się z zaawansowanych głów, nie ma strzelania oczami na boki w poszukiwaniu wyzwania dla poczucia własnej wartości... początkujący są niezmiernie wdzięczną grupą osób. Wszystkim życzę takiej uwagi, współodczuwania i pokory, jaką mają prawdziwi początkujący.

powrót

P: W jaki sposób prowadzić notatki, dziennik doświadczeń medytacyjnych czy grimoire?

Notujesz takie rzeczy jak: data zapisu, godzina (nie jest konieczna, jeśli medytujesz regularnie i o stałych porach np. po przebudzeniu lub przed snem) ewentualnie tranzyt jaki najsilniej odczuwasz na niebie. Bezwzględnie i koniecznie zapisujesz ostatni sen, szczególnie jeśli jest znaczący, symboliczny, wyraźny i jeśli utkwił ci w pamięci.

Oprócz snów zapisujesz to co najważniejsze, czego doświadczasz w czasie ćwiczeń: wszelkie teksty, myśli i idee jakie przychodzą do mnie w czasie medytacji, relaksu czy treningu np. w czasie ćwiczeń na serce. To jest "klucz programu" i "serce" twojego grimoire.

Bardzo przydają się elektroniczne notatniki, można je dostać nawet za 100-200 pln, nie promieniują tak jak komputery i można dzięki nim zapisywać pomysły które "wpadają na ciebie" w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i czasie, niekoniecznie w czasie ćwiczeń lub od razu po nich. Sam mam też tak, że często podczas np. jedzenia bądź błogosławienia jedzenia przychodzą mi do głowy jakieś cenne percepcje, idee, pomysły czy wizje. Jedzenie wbrew pozorom może być bardzo czarodziejską czynnością.

Luźne kartki giną w tempie piorunującym, co więcej daje się szybko zauważyć dziwne znikanie co ważniejszych, luźno rzuconych notatek. Wszelkie zeszyciki szybko się rozpadają i kończą jak już się człowiek rozkręci, zaś poprawianie czy dopisywanie czegokolwiek szybko robi z tekstu na papierze nieczytelnego pająka.

Pisząc gromadź zapiski w jednym miejscu, notatek pilnuj, weryfikuj i porządkuj je od czasu do czasu. W ten sposób powstają xorcery i wszystkie najważniejsze teksty na xorcerii i forum.

powrót

P: Co to jest wizualizacja?

O: Świadomy użytek z twórczej mocy wyobraźni. Inaczej - świadome wyobrażanie sobie czegoś, w określonym celu, świadomie sterowana imaginacja. Przykładowo, kiedy ktoś mówi ci: "wyobraźmy sobie, że..." to będziecie to sobie wizualizować. Jeśli ty sobie powiesz: "widzę to i to..." albo "pozwalam sobie zobaczyć to i to...", będziesz dokonywać wizualizacji.

Wbrew pozorom może to nie być łatwe, jeśli temat wizualizacji wywołuje reakcje obronne podświadomości - wówczas pomocna staje się osoba prowadząca. Można się skupić na tym, co wychodzi z podświadomości i pracować nad tym, zamiast walczyć ze sobą, na przemian sugerując sobie, że coś się widzi a czegoś innego - nie.

powrót

P: O co chodzi w wizualizacji? Jak mam poczuć obraz?

O: Chodzi synestezję wrażeń zmysłowych, o połączenie w jedną percepcję doznań płynących z wielu zmysłów. Energię można dotknąć, powąchać, posmakować, usłyszeć i zobaczyć. Można mieć tylko jeden rodzaj doznań związany z energią, można mieć kilka, można mieć wszystkie. Można ją doznać, poczuć na wiele różnych sposobów - jako energię, poprzez energię. Energia życiowa tworzy wszystkie te fenomeny, doznania zmysłowe. Ostateczna forma percepcji energii jest mocno indywidualna, jednak żadna z form nie jest najważniejsza - ważne jest samo rozpoznanie energii jako takiej.

Obraz, wizja, jako manifesracja energii, może zostać odebrany innymi zmysłami. Magiczna formuła "poczuj energię" oznacza przede wszystkim odczucie jej w ciele, poprzez ciało i jego zmysły.

Jeśli nie możesz tego zrobić, to znak, że za bardzo oddzielasz swój umysł od ciała. Zbytnio lgniesz do swoich wyobrażeń o czystości, świętości i rozwoju duchowym. Zbyt wiele stawiasz w swoim umyśle barier między duchem i materią. Masz słabo ugruntowane poczucie własnej wartości, zbyt nisko siebie cenisz.

Wypierasz wiele gniewu i agresji do swojej podświadomości. Zobacz je wreszcie jako swoje, zależne od ciebie. Nie pozwalasz by wzrastały w twoich rękach kwiaty delikatności i wyczucia, trzymając emocje na smyczy zamiast wypuścić je i rozpędzić na cztery wiatry. W rezultacie boisz się swojego umysłu i tego co on produkuje na twój użytek. Dlatego efekty jego pracy są nierzeczywiste, zamknięte w akwarium twoich lęków, oddzielone pancerną szybą od twojego ciała.

Pozwalaj sobie jak najczęściej na odczuwanie swojego ciała. Potraktuj je wreszcie jako świątynię ducha, podstawę dla jego wzrostu. Przestań uganiać się za tęczowymi mirażami na horyzoncie pustynnej codzienności. Przestań się porównywać z innymi - medytacja to nie wyścig zbrojeń, a ja nie jestem ani twoim konkurentem ani przeciwnikiem. Powściągnij oczekiwania względem siebie i odstaw na półkę katalog z efektami specjalnymi. Zaakceptuj siebie i to co masz, jako najlepszy kapitał jaki kiedykolwiek mógłby ci być dany.

powrót

P: Czy wizualizacja jest taka ważna i potrzebna? Czy nie można jej czymś zastąpić?

O: Tak jak pisałem w poprzednim pytaniu, jeśli chodzi o odczuwanie energii życiowej - to nie jest to takie bardzo ważne, choć oczywiście zależy do czego się wykorzystuje energię i w jakim zakresie. Qi tworzy wszelkiego rodzaju doznania we wszystkich kanałach percepcji. Energię można np. czuć tak, jakby się jej dotykało i to do tego przestrzennie - to często spotykany i stosowany zamienny kanał. Kanałów oczywiście jest wiele - zależnie od typów osobowości, różne kanały mogą być łatwiejsze do uaktywnienia, bardziej naturalne w użyciu.

Enneagram i system NONA pozwalają nam identyfikować naturalne kanały percepcji, najbardziej naturalne i najłatwiejsze do uaktywnienia oraz wykorzystania dla każdego człowieka. Można energię kontrolować dzięki postrzeganiu jej wybranym, najbardziej naturalnym kanałem percepcji, podobnie jak można ją kontrolować kompletnie jej nie postrzegając. Sieci neuronowe mózgu potrafią zadziwiająco wiele wycisnąć z zadziwiająco niewielkich porcji danych, jakie do nich docierają.

Nie kończy się na tym jednak kwestia kontroli i percepcji energii. Celem jest postrzeganie synestezyjne, wszelkimi kanałami percepcji. Specyfika budowy mózgu dodatkowo sprawia, że kanał wizualny jest szczególnie wyróżniony jeśli chodzi o kontrolę energii. Człowiek ma mózg drapieżcy, kieruje się wzrokiem polując, walcząc o przeżycie... używasz komputera na codzień, tak? Czy wyobrażasz sobie zarabianie na życie bez wzroku? Utrudnione byłoby mocno, nieprawdaż?

Paradoksalnie, również dlatego na wstępnym etapie praktyki blokada widzenia energii jest niemalże błogosławieństwem. Na początku niektórzy "widzą" mnóstwo nieraz i przepięknych wizji, które idący o krok dalej od nich często interpretują jako niezmiernie oświecone... choć są to tylko lustra ich wzorców dominacji i kontroli, wysmażone przez szukającą obronnej maski podświadomość, przerażoną pojawieniem się osób, które nagle zaczynają pasować do wzorca dominującego rodzica i zagrażać wewnętrznemu dziecku klapsem. Vide wszelkie klasyfikacje "poziomów rozwoju" i przynależności do systemów kastowych, podporządkowanych tymże wizjom czy "analizom psychometrycznym".

Puszczenie wizji i "widzenia" jest pomocne w puszczeniu podświadomej, dyktowanej wzorcami emocjonalnymi kontroli. Ważne rozróżnienie - nie jest to świadoma kontrola, świadoma umiejętność. To automatyczny wzorzec, a tak naprawdę - komunikat z podświadomości, wiadomość z przeszłości, trauma wykuta na kamiennych tablicach... ciężkich i ciążących jak kule u nóg. Komunikat trzeba przeczytać i zrozumieć, ale tablice trzeba puścić. Można albo targać je za sobą, albo iść naprzód.

Brak wizji pomaga na etapie nabierania zaufania do siebie, swoich wewnętrznych odczuć. Pomaga skupić się na sobie, swoich wewnętrznych doświadczeniach. Odczuwanie ciała to skupienie na sobie, oglądanie kolorowych energii fruwających po sali ćwiczeń czy też po prostu wewnątrz własnej głowy to utrata tego skupienia.

Kiedy jednak przychodzi wreszcie "cisza" w kanale percepcji wzrokowych, wizualizacja staje się cennym i potrzebnym sposobem na generację, kanalizację i kontrolę energii życiowej. W ciszy energetycznej i braku wizji poprzedzającym świadomą wizualizację, różnica i efekt energetyczny, jaki wywołuje wizualizacja, są ważnym sprawdzianem i potwierdzeniem jej skuteczności. Również doświadczenie energii i siły wizualizacji nabiera nowego znaczenia.

Widzieć to też znaczy wierzyć. Nie widzieć, to puszczać wierzenia. "Zobaczyć" wewnętrznym "okiem umysłu" energię drugiego człowieka, to uwierzyć w jego duchowy wymiar, to uwierzyć w duchowość człowieka w ogóle. To wstęp do tantry, początek budowania zupełnie nowego rodzaju relacji z ludźmi.

powrót

P: Czy wizualizacja jest autohipnozą?

O: Nie, jeśli nie jest wyłącznie wyobrażaniem sobie czegoś i wmawianiem. Ćwiczenia specjalnie są nastawione na integrację ciała i odczuć z ciała, by praca z umysłem nie była formą autohipnozy, kolejnego rodzaju przemielenia mózgu na komputer. Wprogramowywanie, ograniczone do już obecnych w podświadomości, wbitych, engramicznych treści, ma miejsce wtedy, gdy brak integracji z doznaniami z ciała.

Koncentruj się na doznaniach z ciała, a przede wszystkim - tak jak w poprzednim pytaniu - najważniejszym kryterium rozróżniającym jest test odróżniający autoiluzje od realnych doświadczeń. Wczuwaj się z wyciszonym umysłem w doznania sensoryczne z ciała, po czym porównaj je z tymi, które generują wyobrażenia, obrazy, sugestie i inne treści w twoim umyśle. Te, które są tam obecne, bo wybijają z podświadomości - też mają jeszcze inną jakość i poziom. Wszystko to są ważne doświadczenia rozróżniające i weryfikujące. Polecam tekst o weryfikacji i zrozumieniu doświadczeń medytacyjnych.

powrót

P: Mam problemy z wizualizacją. Dyktujesz je zbyt szybko!

O: Zbyt wiele próbujesz kontrolować na raz. Pozwól, by proces "się dział", a umysł płynął, wtedy przestanie czkać i rzucać na wybojach. Nawet jeśli nie jesteś w stanie nic zwizualizować, twój umysł prelogiczny doskonale rozumie moje wskazówki dotyczące obiektów wizualizacji. Po prostu pozwól sobie ich słuchać i przestań je komentować w swojej głowie. Zaufaj swojej podświadomości - ona doskonale wie co Ci pomaga we wzroście. Zaufaj swojemu ciału - przestań się uporczywie czepiać umysłu.

Zbyt wielki nacisk przykładasz do detali. Staraj się raczej szkicować obrazy pędzlem i miękkim ołówkiem, niż ryć dłutem betonowy pomnik w swoim umyśle.

Pozwól sobie czuć obraz, podążać za wizją raczej niż nią sterować. Najpiękniejsze energie pojawiają się wtedy, gdy im się pozwoli pojawić w umyśle, raczej niż gdy się je zaprogramuje do ostatniego detalu. Pomniki niewiele mają wspólnego z naturą i życiem. Obrazy, które pojawiają się naturalnie i bezwysiłkowo, odzwierciedlają zawartość głębokich poziomów twojej świadomości. Dopiero taka wizualizacja może dać ci realną odpowiedź na pytania dotyczące twojej przyszłości, obiektywnej rzeczywistości, stanu zdrowia twojego czy innych ludzi - gdy znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, staje się realnym jasnowidzeniem.

Umysł który próbuje totalnie skontrolować to, co się w nim pojawia, jałowieje - bo odcina się od surowych emocji, które go zasilają, w przeświadczeniu iż są negatywne. Gdy się odetnie - zamiera w nim życie i aktywność, umiera odzwierciedlenie rzeczywistości, zanika połączenie mikro- i makrokosmosu. W końcu staje się zależny od zewnętrznych opinii, osądów, zdany na zaufanie i nastawiony na ocenianie i kierowanie się image osób, od których przyjmuje informacje. Stopnie naukowe czy poziomy duchowe, tytuły i dorobek stają się ważniejsze od uczuć. Podatność na manipulację rodzi psychika której głównym napędem są lęki, osądy i samokontrola - a nie miłość. Pozwól sobie widzieć wszystko co masz w swoim umyśle, jeśli szukasz wolności.

powrót

P: Dalej nic nie czuję. To na mnie nie działa! Może to w ogóle nie jest dla mnie?

O: Boisz się, dlatego masz zamknięte ciało i umysł na subtelne doświadczenia wewnętrzne. Zejdź z wysokiej wieży swojego intelektu, wyjdź z zatrzaśniętej komnaty wnętrza swojej czaszki, w dół, z powrotem do ciała. Pozwól, by ciało zaangażowało totalnie twoją świadomość, pozwól sobie odczytywać i odbierać wszelkie jego komunikaty, pragnienia i podpowiedzi, czego ci trzeba. W ten sposób wyprowadzisz świadomość z błędnego koła gonitwy za przyszłością i ucieczki przed przeszłością, sprowadzisz ją z powrotem na jej miejsce tu i teraz, wewnątrz ciała. Osiągniesz upragniony spokój wewnętrzny i komfort psychiczny.

Nie jestem rycerzem na białym koniu, pędzącym by cię wybawić ze smoczych łap, uwolnić z wysokiego zamczyska. Nie jestem czarnoksiężnikiem spragnionym twojej energii, ani wampirem złaknionym twojej krwi, ani diabłem dybiącym na twoją duszę.

Wybacz tym, którzy odegrali w twoim życiu podobną psychodramę. Robili to na twoje potrzeby - a choć możesz tego nie akceptować - na twoje nieświadome życzenie. Jak widzisz, żadna z tych gier nie działa w trybie medytacji, a ty nic nie czujesz. Pozwól swojej podświadomości przebaczyć i odpuścić powtórki.

Przestań traktować proces medytacyjny jak sprawdzian, popisy czy taniec godowy. Przestań wynosić się "ponad to". Przestań wartościować. Skup się na doznaniach ze swojego ciała. Ono jest twoje - do nikogo więcej nie należy. Niczego więcej ponad swoje ciało ci nie trzeba do medytacji.

powrót

P: Ćwiczę już długo i obawiam się, że nie robię żadnych postępów. Mam wrażenie, że to syzyfowa praca.

O: Doceń to, że tak długo udało ci się utrzymać stałą praktykę - stałość należy do efektów praktyki. W swoim obecnym stanie umysłu możesz nie widzieć swoich postępów i efektów, są one jednak zawsze widoczne na zewnątrz. Z czasem zobaczysz, jak wiele daje stała, regularna praktyka - także po odbiorze ciebie i twojej energii przez innych ludzi. Uwierz w siebie, przyjrzyj się swoim emocjom, z czego wynika zwątpienie i spadek emocjonalny. Znajdziesz próg percepcji, za którym jest ukryte postrzeganie twoich realnych postępów.

powrót

P: Co to znaczy "poczuć pępek"? Jak mam to zrobić?

O: Najprościej przyłożyć do niego dłoń. Będąc w medytacji, wystarczy że skupisz się na doznaniach z niego płynących. Możesz użyć dłoni jako "wzmacniacza", podpory koncentracji. Jak już to ci się uda, zastąp dłoń oddechem. Wraz z każdym wdechem i wydechem możesz poruszyć każdą część swojego ciała. Poruszając przede wszystkim pępek, będziesz go odczuwać wyraźniej niż inne części ciała.

Cykliczny, zmienny ruch dostarczy ci wciąż nowych wrażeń, które nie pozwolą ci się znudzić, odpłynąć czy zasnąć. Wystarczy, że będziesz oddychać głęboko. Oddech sprowadż do brzucha. Klatki piersiowej używaj tylko jako dopełnienie oddechu brzusznego. To także pomoże ci uspokoić umysł.

powrót

P: Jestem kobietą! Kobiety nie mogą oddychać brzuchem!

O: Gdyby tak było, nie miałybyście przepony piersiowej. Nie tylko ją macie, ale też i mocniejszą niż większość mężczyzn.

Przestań się obawiać, że taki oddech może zaszkodzić twojej urodzie. Oddychanie brzuchem ćwiczy jego mięśnie i rzeźbi harmonijny kształt. Pomaga spalać tkankę tłuszczową na brzuchu. Masuje narządy rodne i poprawia krążenie w dolnej partii brzucha. Dzięki temu odblokowuje i energetyzuje układ hormonalny, w rezultacie odmładzając cały organizm. Lepsze krążenie oznacza większą wrażliwość i więcej radości z życia.

Harmonia hormonalna oznacza też harmonię emocji, a ta - spokój umysłu. Zainwestuj więcej w zdrową dietę, zamiast w ściślejsze ubiory, papierosy i prochy na odchudzanie. Mniej wypieków, słodyczy, mięsa i przetworów z mleka krowiego - więcej miejscowych gatunków owoców, warzyw, orzechów. Nie używaj soi - zawiera fitoestrogeny, które kobietom bardzo nie służą. Zamiast soi - wypróbuj soczewicę i ciecierzycę. Naturalne, miejscowe źródła substancji odżywczych, witamin i minerałów odbudują harmonię układów: nerwowego i wydzielania dokrewnego.

powrót

P: Mam problem z X. Nie mogę zrobić asany Y.

O: Z problemami nie walcz - wykorzystuj je jako ośrodki koncentracji, ćwiczenie na rozwój wewnętrznego skupienia. Każdy stres i napięcie jest wskazówką ze strony ciała, ważną informacją.

Człowiek nie myśli tylko głową - całe ciało jest przeniknięte systemem nerwowym. Szczególnie zaś ważny jest tzw. mózg brzuszny - niezmiernie rozbudowane sploty nerwowe, oplatające i przenikające jelita, żołądek oraz wszystkie wyróżniane przez chińską medycynę narządy. Wszystkie one mają swoją autonomiczną inteligencję - w tym także pamięć. Skupienie na nich i zasilanie ich Uważnością rozwija je, powiększając inteligencję ciała, inteligencję emocjonalną.

Polecam lekturę na temat inteligencji narządów wewnętrznych z punktu widzenia praktycznego daoizmu: "Cosmic Healing I" Mantak Chia.

powrót

P: Dlaczego mówisz tylko o X, a nie mówisz przy tym o Y? To ma być podobno rozwój holistyczny.

O: Mówienie o wszystkim naraz, ze wszystkich możliwych płaszczyzn i punktów widzenia jest nie do zrealizowania w ograniczonych ramach czasowych zajęć. Oprócz tego wprowadza natłok i chaos informacyjny.

Miałem kiedyś analogiczny pomysł na "testowanie" terapeutów i instruktorów, oczekując, iż będą we wszystkich dziedzinach oblatani i wygadani. Wygadanie jednak wcale nie oznacza praktycznej wiedzy, więc nawet ci co zdają ten test, w końcu zawodzą oczekiwania. Albo para idzie w gadanie, albo w działanie.

W końcu rozpoznałem, że przerzucam odpowiedzialność z siebie, na osobę która wedle moich oczekiwań ma być wzorem holistycznego podejścia i specjalistą we wszystkim. Gdy zauważyłem to, pozwoliłem sobie korzystać równolegle z pomocy różnych terapeutów i nauczycieli. Przestałem oczekiwać od psychologów, że będą specami od Qigong i fizjoterapii, od bioterapeutów i jasnowidzów, że będą ekspertami w psychologii, itp... Wówczas zacząłem sam wreszcie korzystać i wyciągać faktyczne, synergiczne korzyści z usług, które kupowałem równolegle.

To, na ile indywidualna terapia czy praktyka jest holistyczna, zależy przede wszystkim od własnego, indywidualnego podejścia.

powrót

P: Jestem spod znaku X, a według chińskiej astrologii Y. Jakie ćwiczenia powinienem ćwiczyć?

O: Wszystkie bez wyjątku tak samo jak inni. To właśnie specjalizacja usztywnia twoją osobowość, ogranicza w schematach myślenia i działania.

Nie walcz ze swoim wzorcem osobowości narzucając sobie "antywzorzec" dla wyrównania. W ten sposób powiększasz tylko wewnętrzne napięcie, dezorientację co do własnej natury i zagubienie jej świadomości. Pamiętaj, że równowaga to nie znaczy wszystkiego po równo. Zgłębiaj własną indywidualność. Zamiast równać ją z gruntem, wykorzystaj ją jako punkt odniesienia - podporę dla poznania tego, co rzeczywiście jest uniwersalne, co nie mieści się w statystycznych czy filozoficznych schematach.

Po prostu Bądź Sobą - jednoczenie się z Uniwersum nie jest żadnym rozmazaniem się w jednorodnej chmurze światła, żadnym roztopieniem w tłumie tak samo myślących czy maszerujących mrówek. Nie jednoczysz się ze swoją wewnętrzną naturą, zaprzeczając jej wyrazowi, którym jest wszystko co ci dano - ciało, umysł, psyche - wszystko co one zawierają i czym one są. Jednoczysz się nimi poznając siebie i starając się rozwinąć to, co najlepszego masz, pracując nad tym, czego masz najmniej bądź z czym masz największe problemy. Oznacza to, że dbasz o całość, rozwijając różne jej aspekty. Taka idea przyświeca też kursowi "NONA - Dziewięć Inteligencji", jaki tworzy i prowadzi Józefina Jagodzińska, w oparciu m.in. o moje prace.

powrót

P: Chcę rozwijać czakrę X. Słyszałem, że nie ma na nią ćwiczeń.

O: Nie zgodzę się. Twierdzę, że każde ćwiczenie działa na każdą czakrę. Niektóre są wyróżnione szczególnie do pracy z określonymi czakrami, ale człowiek jest całością i działa jako całość, nawet jeśli jest przyblokowany. Każda część ciała, tak fizycznego jak energetycznego, działa w czasie każdego z ćwiczeń. Jeśli masz wybraną czakrę, z którą chcesz pracować, przejdź cały cykl ćwiczeń i badaj wpływ wszystkich na nią.

Btw. różni nauczyciele, przerażeni zdolnościami psychicznymi swoich uczniów, głoszą takie teksty np. o czakrze brwiowej (Jadźnia, Ajna) lub ciemieniowej (Sahasrara). W skądinąd fachowej literaturze ("Czakroterapia" Keitha Sherwooda) wręcz spotkałem się z twierdzeniami, że np. nie ma medytacji na czakrę Sahasrara (!). Te lękowe twierdzenia w niczym nie zmieniają faktu, że hathajogini uruchamiają wskutek medytacji i ćwiczeń wszystkie swoje czakry.

powrót

P: Czy mogę sobie zaszkodzić praktykując z czakrą X? Słyszałem, że medytowanie na nią może spowodować poważne problemy.

O: W tym pytaniu są conajmniej dwie kwestie na raz. Pierwsza wynika z poprzedniego pytania - rozprzestrzeniania negatywnych dezinformacji przez różne osoby, przerażone możliwościami psychicznymi praktykujących.

Druga to sprawa intencji, z jakimi podchodzisz do praktyki. Jeśli są one jasne, dobrze uświadomione i pozytywne - tzn. przykładowo nie praktykujesz na złość sobie czy komuś, ale po to, by pomóc sobie i innym - to nie możesz uczynić krzywdy, ani sobie ani innym. Jeśli twoje intencje są pozytywne, to praktyka przynosi ci pozytywną samoocenę, masz świadomość, że robisz coś dobrego i pożytecznego. Jeśli masz wysoką samoocenę, to w twojej podświadomości nie ma miejsca na potrzeby robienia z siebie ani wroga publicznego, ani cierpiętnika i kozła ofiarnego - nie możesz sobie zrobić krzywdy.

Jak człowiek ma skłonności autodestrukcyjne, to jest w stanie pociąć się mydłem, utopić w szklance i złamać kark na prostej drodze. Skłonności takie to bardzo często konsekwencja negatywnych stosunków z rodzicami. Dziecięca regułka "na złość mamie ugryzę się w palec", hołubiona w podświadomości, potrafi przynieść fatalne skutki, jeśli nie zostanie wyciągnięta na powierzchnię świadomości wraz z korzeniem, przed podjęciem jakichkolwiek praktyk z energią.

Dalszą konsekwencją takiego negatywnego doświadczenia jest oczywiście kolejno: wielki lęk przed jakąkolwiek samodzielną praktyką, wielka zależność od zewnętrznych autorytetów, wchodzenie w krucjaty przeciw indywidualnym praktykom i wreszcie przyjęcie postawy wielkiego autorytetu, zbawiającego wszystkich praktykujących dookoła i wojującego z innymi autorytetami.

Podsumowując: odpowiedź na twoje pytanie brzmi "TAK", niezaleznie od tego, co to za czakra, jeśli masz w podświadomości aktywny mechanizm autodestrukcji. Jeśli boisz się tego, to znak, że jest to kwestia, którą potrzebujesz rozwiązać zanim podejmiesz się jakiejkolwiek praktyki energetycznej. Jeśli się nie boisz, nie masz skłonności autodestrukcyjnych, to odpowiedź brzmi "NIE". W takim przypadku na pewno nie jest to twój problem, twoja praktyka jest bezpieczna dla ciebie i dla twojego otoczenia.

Przykładowo: jeśli w czakrze podstawy - odpowiedzialnej za siłę życiową, pragnienie, radość i popęd ku życiu - jest blokada, kod programujący na pragnienie śmierci i autodestrukcji, to życiodajna i kluczowa dla oświecenia energia - zwana Kundalini - kiedy zostaje obudzona, nasyca i ujawnia najpierw te wzorce samozniszczenia. Może się to objawiać naprawdę przerażająco - jednakże po dostrzeżeniu, uświadomieniu, przepracowaniu i oczyszczeniu tych wzorców, ta sama energia która je wyniosła na powierzchnię świadomości, w tej samej czakrze, staje się motorem wielkich postępów duchowych, jak również źródłem najwyższego szczęścia i powodzenia życiowego.

Medytacja na czakry to bardzo silny sposób na uświadomienie wzorców i zranień wewnętrznych, które ludzie noszą nieraz z pokolenia na pokolenie, wcielenia na wcielenie. Nie jest ona ich przyczyną - jest sposobem na ich odkrycie.

powrót

P: Czy można zrobić sobie magią krzywdę? Słyszałem, że praktyki duchowe są bezpieczne, a magiczne - nie.

O: Odpowiedź na to pytanie jest prawie taka sama, jak na pytanie poprzednie. Gwoli wyjaśnienia, a propos tego jednego przykładu praktyk, wizualizacja, w szczególności symboli czakr, jest tak samo praktyką magiczną jak i mistyczną. Z czakrami, przy pomocy wizualizacji i nie tylko, pracuje się zarówno w systemach "magicznych" jak i "mistycznych".

Mogę dodać tylko jedną, ważną rzecz. Pokutuje też przekonanie, że praktykami duchowymi nie można sobie zrobić krzywdy w żaden sposób, natomiast praktykami magicznymi robi się krzywdę zawsze, tak samo sobie jak i innym.

Rozdzielenie między magią i duchowością jest sztuczne i dyskryminujące. Argumentacje, z jakimi się dotąd spotkałem, operują na poziomie teoretyzowania na temat doładowywania sobie bagażu karmicznego czy "tracenia duszy", ciał energetycznych, jak również (najbardziej absurdalne) wyższości celów mistyków od celów magów. W praktyce widziałem mnóstwo przykładów nieszczęśliwych ludzi "duchowych", obciążających się karmicznie, nawet najwyższymi i najczystszymi praktykami, tak samo jak i ludzi "magicznych" reprezentujących sobą bardzo wysoki poziom, dokonujących niezmiernych postępów w rozwoju duchowym, wewnętrznym i całościowym. Widziałem zarówno przykłady wszelakiego szczęścia i pomyślności, u jednych i u drugich, jak i nieszczęścia.

Kiedyś magia i religia szły ręka w ręke, były częściami jednej, kompletnej wiedzy o człowieku. Znajdowały się w rękach tych samych ludzi - dzierżących władzę i najwyższe pozycje społeczne. Ze względów politycznych, rozdzielono najpierw magię i religię, a później jedną i drugą oddzielono od władzy na Ziemi.

Stąd teraz mamy: a) magię odcedzoną od religii, pod postacią technologii i współczesnych nauk ścisłych, b) religię oderwaną od magii, pod postacią teologii, antropologii i toksycznych systemów religijnych. Miliardom ludzi na Ziemi, to pierwsze nieszczęście przynosi pustkę i wypalenie w życiu, drugie zaś przynosi pustkę i wypalenie we wnętrzach. Jako ostateczny gwóźdź do trumny, do kompletu tego rozczłonkowanego trio, mamy odczłowieczoną politykę, której celem głównym jest pieniądz, a nie człowiek.

Zaradzić temu to powstrzymać walkę skłóconych od mileniów obozów, we własnym życiu i wnętrzu, bez ładowania się w pułapki polityki, połączyć wnętrze z zewnętrzem, na nowo, w każdej chwili i okoliczności życiowej. Łącząc aktywną praktykę naenergetyzowanego ciała z bierną otwartością medytacyjnego umysłu, magię z mistyką, można zaleczyć prastare rany, obecne w każdej niemal ludzkiej duszy, psychice, umyśle i ciele.

Magia sama w sobie nie jest szkodliwa, nie jest złem czyniącym samą swoją istotą człowiekowi krzywdę. Jest za to bardzo ostrym i ważnym sprawdzianem dojrzałości wewnętrznej. Jest demaskatorem i sposobem na odkrycie tych starych, głębokich, zapomnianych ran. Jest też sposobem na ich zaleczenie.

powrót

P: Co z tego, że dzięki praktyce jestem spokojny i zrównoważony, jak wszyscy dookoła mnie tacy nie są?

Jesteś na progu między kurczowym utrzymywaniem homeostazy wewnątrz siebie, a współodczuwaniem z innymi i otwarciem się na świat, który dotąd wydawał ci się być niebezpiecznym, pełnym zagrożeń miejscem. Siedząc sobie w homeostazie swojego dobrego samopoczucia postrzegasz u siebie spokój i harmonię, zaś poza soba - wszystko inne.

Jest to dość trudna do zauważenia projekcja własnych problemów i emocji na innych dookoła, ale żeby ją zobaczyć i uświadomić sobie jej przyczyny, trzeba zacząć współodczuwać, wchodzić w interakcje i psychodramę z innymi ludźmi.

Oznaczać to może również pozwolenie im na projektowanie na siebie "ich problemów" (które w istocie wcale nie są tobie obce). Dawać się wkręcać w gry emocjonalne, z zachowaniem dystansu obserwatora, to świadomie pracować z procesem. Niezależnie od tego, jak bardzo przerażająco te gry wyglądają, to zawsze są one rozgrywane o milość i akceptację. Odnalezienie tej miłości przynosi rozwiązanie i rozpuszczenie tych gier.

Akceptacja-współodczuwanie-milość jest jak miejsce w polu świadomości, w którym homeostaza przeradza się w faktyczną równowagę wewnętrzną. Brak akceptacji dla innych, ich stanów psychicznych i stanu świadomości, to start do gry z nimi, "ich gry" - ale tak naprawdę nieobcej tobie. Homeostazę tego typu łatwo rozpoznać, gdy we własnym umyśle dostrzeże się osąd: "ja jestem OK, to inni NIE są OK".

powrót

P: Czy jestem oświecony? Chcę być oświecony.

Oświecenie jako cel drogi rozwoju tworzy niezdrową postawę - to ścieżka, którą w ekstremalnej formie trudno jest odróżnić od faszyzmu. Traktowanie narzędzia jako celu odwraca uwagę od tego, w jaki sposób to narzędzie jest wykorzystywane, otwiera na manipulacje i usprawiedliwia je. Wszyscy są oświeceni, oświecani raz za razem. Nikt nie siedzi na tronie Mistrza, tronu nie ma. Jeśli taki tron postawiłeś w swojej głowie - obal go wreszcie, zamiast sadzać na nim siebie. Wtedy dopiero pojawi się w niej miejsce na coś rzeczywiście nowego i cudownego - raz za razem.

Otwórz się na proces, na żywą interakcję mikro- i makrokosmosu, zanim spędzisz resztę życia samotnie bądź w ścisłym gronie adoratorów, w wygodnym fotelu czy na wygodnym siedziszczu medytacyjnym, w fortecy obmurowanej książkami i ideologiami, zasilanej wielowiekowymi liniami przekazu, zaszczuty własnymi lękami. Tym gorzej lądują ci, którzy poprzestają na wmawianiu sobie, że skoro są oświeceni na dzieńdobry, to niczego im nie potrzeba. Potrzeba im - akceptacji siebie i wynikającej z niej umiejętności autoobserwacji, przekroczenia autokrytyki zamiast odcięcia się od niej.

Postawa która pierwotnie jest tylko wstępną fazą duchowego tańca godowego jest zdrowa, jeśli się ją jako taką spostrzeże. Koguci grzebień tęczowych energii duchowych nad głową oświeconego niech przyciągnie swoich fanów, miłośników, kochanice i kochanków - jest on dla nich Młodym Bogiem, ofiarą miłości dla ich miłości. Jeśli miłość po obu stronach ideologicznej barykady zapłonie - wszelkie zakłamanie opadnie.

Doświadczenia rozszerzenia świadomości, określane np. w jodze technicznym terminem samadhi (różnych poziomów), podobnie jak sama joga, rozumiana jako stan umysłu, są w Potrójnej kultywacji traktowane jako pewne etapy praktyki i narzędzia.

Są to środki i narzędzia do dalszej, konkretnej pracy, nie zaś cel sam w sobie. Celem praktyki nie jest też ani perfekcyjne samouzdrowienie, ani perfekcyjne przełamanie wszelkich blokad psychicznych, ani perfekcyjne utrzymanie homeostazy zdrowia. Każdy z tych perfekcjonizmów jest przeszkodą na drodze przemiany wewnętrznej, nietrwałą homeostazą stworzoną przez blokady psychiczne.

powrót

P: Czy mogę sobie po prostu posiedzieć w ciszy? Chciałbym posłuchać tylko siebie w medytacji, a nie jakiegoś gościa.

O: ...i zapaść się we własnej, prywatnej depresji - nie pozwalam na to. Medytacja grupowa jest procesem grupowym. Wszyscy medytujący wchodzą w interakcje. Ich działania, myśli, słowa, emocje i energie, tak samo jak ich brak, składają się na procesy medytacyjne wszystkich medytujących. Nikt nie jest samotną wyspą, tak samo w 'normalnym życiu' jak i na sali medytacyjnej. To, że ja mówię i podaję jakieś tematy do medytacji, jest moją prostą odpowiedzią na milczenie werbalne i mniej lub bardziej świadomą aktywność energii, emocji i myśli pozostałych na sali.

W daoistycznej tradycji silnie podkreśla się, że medytacje prowadzące ostatecznie tylko do pustki wewnętrznej i depresyjnej izolacji od innych, to ślepy zaułek w najlepszym razie, a w najgorszym - ścieżka nad krawędź przepaści depresji. Medytacje nad pustką i ciszą mają doprowadzić do momentu, w którym energia wewnętrzna zaczyna się sama poruszać - i daje się łatwo wyczuć, także generując odpowiednie stany psychiczne. Wtedy nastaje moment na praktykę alchemii wewnetrznej i transformację tej energii. Wówczas kontakt z innymi, wymiana doświadczeń i wiedzy jest pożądana i korzystna.

Można oczywiście wejść we własną depresję i przy dużej dozie samozaparcia samodzielnie przejść przez jej Otchlań. Nie jest to jednak działanie, które polecam - szczególnie dopóki się nie przeszło grupowego treningu transformacji. Decydując się na wejście w Otchłań robisz to na własną rękę i odpowiedzialność, rzeczywiście samotnie - albo będziesz przerzucać w nieskończoność odpowiedzialność za swoje zdrowie i życie na inne osoby, które odrzucasz czy porzucasz, bądź przez które czujesz się odrzucony. Inaczej nie przejdziesz Otchłani - taka jest jej konstrukcja i natura. Próbując obciążyć prowadzących czy współmedytujacych i enegię grupy, dostaniesz z powrotem swój własny bagaż, powiększony o grawitację Otchłani. Jeśli szukasz wolności i niezależności, nie szukaj kozłów ofiarnych, których móglbyś obarczyć swoimi problemami - bo robiąc to zostaniesz z nimi sam, samemu odbierając sobie możliwość autotransformacji.

powrót

P: Ja to widzę, ja to już wiem. To, o czym piszesz i mówisz, wiedziałem już od X czasu.

O: Zintegrować to nie znaczy widzieć ani nawet wiedzieć. Widzisz, gdy doświadczasz, wiesz, gdy doświadczyłeś. Integrujesz dopiero wtedy, kiedy jesteś w stanie opo wiedzieć bądź opisać proces integracji tego, co poznałeś.

Łatwo się błyszczy światłem odbitym, kiedy ma się, co odbijać, kiedy się stoi blisko źródła światła.

Łatwo jest zasiąść na tronie i porównywać się do tych, którzy dokonują wysiłku integrowania poznanych prawd i doświadczeń, próbując je opisać swoimi słowami (patrz mój tekst: Cztery poziomy zrozumienia).

Pytanie tylko, skąd u ciebie potrzeba porównywania? Dlaczego nie porównujesz tego, co sam piszesz z tym, co piszą inni, tylko porównujesz SIEBIE z obrazem opisywanym i opowiadanym przez innych? Dlaczego tak trudno ci o tym mówić?

powrót

P: Nie rozumiem (ciebie).

O: To nie jest pytanie, ale sygnał braku akceptacji odbieranych komunikatów i informacji, sygnał, że coś co zakomunikowałem jest sprzeczne z twoim systemem wierzeń. Istnieje duża szansa, że pod tym komunikatem kryją się negatywne emocje.

Brak pytania to wbrew pozorom równie emocjonalny komunikat i akcja, jak przyjmowanie braku odpowiedzi za odpowiedź. Jedno i drugie to komunikaty wewnętrznego dziecka, które coś sobie przyjmuje z góry i uzasadnia na bazie własnych emocji, własnych racji, własnych "prawd". Dziecko pyta się wiele nie dlatego, że tak wiele potrzebuje informacji i tak wielu rzeczy nie wie. Robi to, by sobie jakoś dawać radę ze swoimi emocjami. Jeśli nie dostanie odpowiedzi na jakieś pytanie, wybiera pierwszą odpowiedź której najbardziej się obawia. Uzasadnia sobie coś lękiem przed czymś, racjonalizuje sobie i utwierdza to własnym słusznym gniewem i trzyma się potem tego, nie przyjmując informacji i odpowiedzi sprzecznych z własnymi, tak emocjonalnie "udowodnionymi" przekonaniami, które są po prostu emocjonalnie uzasadnioną, dziecięcą wiarą. Wierzeń nie sposób rozbić, nie traktując wypowiedzi z nich płynących jako emocjonalnych i nie pracując najpierw z emocjami, zanim zacznie się udzielać wyjaśnień i odpowiedzi merytorycznych. Jest to też powód, dla którego na drażliwe pytania udziela się odpowiedzi "dookoła", by informacje wywołujące silne reakcje emocjonalne mogły dojść do poszukującego umysłu najłagodniejszą drogą. Taką metodę poszukiwania odpowiedzi nazywa się circumnambulatio i jest jedną z najskuteczniejszych metod odkrywania i neutralizacji wierzeń zagrzebanych w podświadomości.

Stąd od razu pierwsza drażliwa informacja: dawanie odpowiedzi dookoła już jest komunikatem, że udzielająca jej osoba odbiera i określa emocje osoby pytającej. Osoba pytająca może wtedy poczuć się osądzana, co może wywołać jej gniew, jeśli nie akceptuje ona komunikatów z zewnątrz, jak inni postrzegają jej stan emocjonalny. Jeśli brak jest jej zgody na takie komunikaty, osoba pytana może po prostu odmówić odpowiedzi albo zachować milczenie, jeśli pytania stają się natarczywe - czyli gdy stają się jawną formą agresji.

Jeśli mówisz: "nie rozumiem ciebie" najprostszą wykładnią dla mnie jest przyjęcie iż komunikujesz mi "nie wierzę ci, bo wierzę w co innego". Wobec tego uświadom sobie i powiedz, w co wierzysz, spróbuj podważyć to wierzenie, zwątpić w nie i zadać pytanie. Wtedy pojawi się szansa, że zrozumiesz.

powrót

P: Rozumiem.

O: To wbrew pozorom również najczęściej jest sygnał obecności podświadomego wierzenia, a nie zrozumienia - zgłębienia odpowiedzi. Bezpiecznie jest przyjąć, że rozumie się wtedy, gdy doświadcza się tego, o czym traktuje odpowiedź - nigdy wcześniej w pełni. Unikając doświadczania jesteś zdany/zdana na wiarę i zależność od osób udzielających odpowiedzi. Mówiąc im: "rozumiem" komunikujesz im akceptację ich jako osób, przyjęcie ich wierzenia do zbioru swoich wierzeń i tak naprawdę nic więcej.

powrót

P: Wkurzasz mnie.

O: Przyczyną gniewu nigdy nie jest osoba, lecz zawsze jakaś konkretna osoba staje się jego obiektem. Jeśli żywisz do mnie żal, gniew, urazę, lęk, to cokolwiek odpowiem czy zrobię, zostanie niemal na pewno odebrane negatywnie (patrz: zasady BHP). Potrzebujesz pokojowo rozładować te emocje, w przeciwnym wypadku nie osiągniesz faktycznego porozumienia ani ze mną ani z nikim. Będziesz wierzyć w coś, czemu ja będę przeczyć, a wszystkie sprzeczne ze swoimi wierzeniami komunikaty będziesz odbierać jako wkurzające, czyli potwierdzające twoje wierzenia. Jeśli uwolnisz się od gniewu w stosunku do mnie, mogę pomóc ci uwolnić się od niego w stosunku do osób, które cię uraziły bądź skrzywdziły - jeśli podzielisz się ze mną gniewem jako swoim problemem, zamiast wywalać go na mnie.

Jeśli powiesz: "OK, mam problem, czuję gniew i chciałbym coś z tym zrobić, pomóż mi" to dyskusję kończymy i przechodzimy do konkretów, czyli pracy z emocją gniewu. Zanim odpowiem na jakiekolwiek pytanie zadane z takimi emocjami, będę się starał dotrzeć do odnalezienia ich przyczyny, korzeni tych emocji w tobie. W takim przypadku mamy kontakt - cieszyć się należy jeśli na tym się skończy agresywna gadka, jeśli zdasz sobie sprawę z tego, że to wkurzenie jest twoją intencją nawiązania kontaktu ze mną. Jak nie, to masz problem i wracamy do punktu wyjścia.

Agresja jest naturalną formą nawiązywania kontaktów, jest pędem ku kontaktowi - warto o tym pamiętać uwalniając się od agresji poprzez harmonijne wejście w kontakt, podobnie jak o tym, że skrywany gniew tak samo uniemożliwia kontakt i zrozumienie, jak świadomy i z premedytacją przeprowadzony atak, brak akceptacji, zaufania i porozumienia. Pamiętaj, iż izolacja jest formą wyrażania biernego gniewu i biernej agresji. Pamiętając o tym, zawsze kiedy poczujesz potrzebę rozładowania swojej agresji, zdaj sobie sprawę z tego, czego naprawdę ci potrzeba.

powrót

P: To co mówisz jest mi obce, nie ma miejsca w moim słowniku na takie słowa.

Znaczy się, masz tabu które cię ogranicza. Obcy to dla podświadomości synonim słowa – zły. Dlatego Twoja podświadomość, związana z grupą bliskich ci ludzi będzie się bronić, utrudniając bądź uniemożliwiając ci poznanie nowych słów czy idei. Broniąc się świadomie przed przyswojeniem jakiegoś słowa, odcinasz się od osoby, która się nim posługuje. Bądź świadom, że odcinanie się od innego człowieka to akt agresji, patrz odpowiedzi na poprzednie pytania. Tym bardziej jest tym negatywne określanie i ocenianie kogoś, niesłuszne zresztą, bo jest to projektowanie własnych emocji gniewu na kogoś.

powrót

P: Nie miałem słów, by o tym rozmawiać i to wszystko. Przecież nie o słowa chodzi?

O: Mistycy zasłaniają się często niewyrażalnością swoich doświadczeń, literatury promującej tego typu postawę sprzedaje się mnóstwo na rynku newage. Mówią, że nie ma na to słów, albo że słowa kłamią, nie są w stanie wyrazić ich doświadczeń, itd, itp, bo sięgnęli granicy umysłu, wyszli poza ograniczenia słów, przekroczyli swój umyśl, który z jakiegoś powodu tak ich ogranicza...

Dla mnie jest to tylko sygnał, ze nie zintegrowali jeszcze doświadczenia, o którym nie są w stanie mówić. Patrz - poprzednie pytanie...

Wyjście ponad czyjeś słowa nie jest wyjściem ponad swoje słowa i programy na życie. Jest to tylko kolejne porównywanie siebie, ciągnięcie konkurencji tańca godowego. Wychodzisz ponad swoje słowa, gdy znajdujesz nowe na opis tego, czego doświadczyłeś. Ale wtedy mówienie o swoim doświadczeniu nie jest już problemem... Chyba, że zamiast próbować poznać język innych, będziesz cały czas próbować wychodzić ponad ich słowa. Tak się nie porozumiesz z innymi, ani nic im nie przekażesz.

Warto też pamiętać, iż wtedy, gdy poznajesz i przyswajasz nowe słowa, niemal automatycznie wchodzisz do nowej wspólnoty: słów i idei, a przede wszystkim - ludzi ich dzielących. Możesz spotkać się z oporem i odrzuceniem swojego dotychczasowego kręgu przyjaciół czy znajomych, jeśli dla nich ta wspólnota jest obca, odległa i gdy się jej obawiają. Takie słowa stanowią tabu. Dla mistyków bardzo często słowo oświecenie, iluminacja, oświecony, illuminatus podobnie jak Bóg, Jahwe czy Szatan, bogowie jest po prostu tabu.

Istnieje prostsze wyjaśnienie braku słów, niż mistyczne zasłony Niewyrażalnej Prawdy: słów brak, gdy emocje człowieka zalewają, zaciskają gardło i zatykają usta.

powrót

P: To czego uczysz jest świetne. Gdy nauczyciel X mówił Y od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Chcę byś teraz uczył mnie ty.

O: Czołobitność nie jest zdrowa w rozwoju holistycznym, jest najwyżej metodą autoprezentacji i wkupywania się w czyjeś łaski. Wygląda na to, że problem nie jest związany z osobą nauczyciela, lecz z twoim podejściem do praktyki i oczekiwaniami jakie pokładasz w osobie nauczyciela. Jednakże jeśli twój nauczyciel wymaga od ciebie takiej czołobitności i przynależności do jego kursu, to dobrze się zastanów czego szukasz i czy rzeczywiście kursu jogi.

Autoanaliza i samoświadomość to niepomijalne kamienie węgielne na ścieżce wewnętrznej. Czując "że coś jest nie tak" zawsze powinieneś badać, jakie dokładnie emocje powodują w Tobie takie odczucie, jakie dokładnie słowa generują w Tobie wątpliwości. Spytaj się siebie, czy przypadkiem nie unikasz jakiegoś osobistego problemu, przerzucając swoje oczekiwania i projektując swoje ograniczenia na drugą osobę.

Bardzo się ograniczasz, jeśli przywiązujesz się tylko do jednej osoby czy metody - i na niej składasz wszystkie swoje nadzieje, związane z osobistym rozwojem. W normalnej szkole czy uczelni nad jednym uczniem pracuje zespół nauczycieli, z których żaden nie rości sobie wyższości nad innymi ani jedynej słuszności swojego podejścia/wpływu na kształcenie ucznia. Nauczyciel nie jest twoim rodzicem - a wygląda na to, że w taką właśnie rolę w swoim życiu go wpasowujesz. Stąd bolesne rozczarowania i niemożność wyciągnięcia nauki z jego słów.

Xorceria zrzesza wielu autorów kursów i nauczycieli, z różnymi poglądami na życie i świat, mających różne specjalizacje i zainteresowania. Z pewnością znajdziesz niejedno dla siebie - a warto spróbować wszystkiego.

powrót

© 2001-2009 Roman Fierfas