| Cześć, to ja, co szybuję w oku tornada grzechów i złości
Twój własny, prywatny, zamaskowany Anioł Ciemności
Jam jest który jest, tańcząc w rytm ruchów Twoich wnętrzności
Moja twarz mrocznym lustrem Twoich namiętności
Swoje serce napełniam do granicy wytrzymałości
Wszystkim co wydychasz w moich ust czeluści
Bez wyjątku i wyboru, bez woli do walki i uporu
Łapię każdy Twój oddech, każde słowo i umysłu wytwory
Pożeram łapczywie lecące na mnie demony i upiory
Diamentowe ostrza, laserowy świder serca mojego
Wgryzają się w bryły kamienia, serce przygniatającego
Mroczna chmura dymu otacza mnie, niepamięć rozcinającego
Wężowe me sploty wciskam w czeluść tunelu mrocznego
Do granic przestrzeni i czasu, pamięcią zapisanego
Szukam skarbu lawy miłości, pod skorupą tętniącego
Z satelitarnej orbity, jak magnes mnie przyciągąjącego
Na pustynię granic i pozorów, we mgły lęków i wyobrażeń Złego
W poszukiwaniu ostatniego krzewu, wciąż gorejącego
Ten krzew światłem tętniący, to Drzewo życia Twojego
W jego splotach uwięzione jest tchnienie wiatru świętego
Tego, co budzi ekstazę życia spełnionego
Widzisz we mnie Anioła, choć mrokiem spowitego
Patrzysz w oczy odbicia swego, moją miłością wzmocnionego
Patrz tak długo, aż wzmocniony w lustrze spojrzenia mojego
Laserowy promień powstanie, w soczewkach oczu wykuty
Powiedz tylko słowo, a promień dam Tobie, zeusowe pioruny
Siła której pragniesz, czystość i świętość Dzieła Solarnego |