Holizm w Sztuce, Terapii i Życiu

>> Xorceria > Teksty > Roman Fierfas > Transformacja gniewu - czyli o kolejnym, ukrytym źródle odnawialnej energii

Transformacja gniewu

czyli o odkrywaniu kolejnego, ukrytego źródła odnawialnej bioenergii

Transformacja gniewuCelem tego artykułu nie jest podanie na tacy gotowych rozwiązań, czy duchowych praktyk, ani ziół które będą magiczną pigułką na "problem gniewu". Głęboko zgadzam się z postawowym aksjomatem tybetańskiego dzogczen - na osobistej drodze potrzebny jest przede wszystkim właściwy pogląd. Indywidualnemu wyrobieniu tegoż ma służyć poniższy materiał do rozważań.

Zastrzegam się, że poglądy które tu prezentuję są moje własne i prywatne - nie przytaczam ich, by nikogo "prostować" na swoją modłę. Prowokacyjność tego tekstu jest zamierzona i miejscami intencjonalnie przejaskrawiona - nie zamierzam się upierać przy ich absolutnej nieomylności ani tym bardziej walczyć w ich imię. Wystarczająco wielu przede mną odważyło się wypowiedzieć podobne zdanie... a prawda zawsze sama się broni najlepiej.

Oczywiście, nie sposób żyć w stanie ciągłego poddenerwowania czy rozemocjonowania - wszyscy ludzie szukają spokoju wewnętrznego. Cisza wewnętrzna i spokój to w końcu wyznacznik psychicznej siły. Nie znajdziemy jednak trwałego pokoju w sztywnej homeostazie, a odnalezienie dynamicznej równowagi jest sztuką samego życia.

Nie twierdzę, że jest cokolwiek złego w szukaniu szybkich rozwiązań, ani że nie są one potrzebne. Wszystkich, którzy szukają szybkiej i prostej, medytacyjnej metody na chwilę świętego spokoju i relaksu, odsyłam do innego, króciutkiego artykułuRoman Fierfas: Używaj głowy w relaksie.

Emocje są tabu

Z racji wzrastania w jedynie słusznej tradycji judeo-chrześcijańskiej, mamy kulturowo zakodowane liczne tabu. Żeby poznać, od jakich wypartych aspektów naszego "ja" zacząć reintegrację swojej jaźni, wystarczy sięgnąć na środek listy siedmiu grzechów głównych. Od pierwszych liter ich łacińskich nazw pochodzi hasło "SALIGIA", zaś "I" pochodzi od "ira" czyli gniew.

W Biblii wyraźnie zaznacza się, że gniew Boga jest słuszny, święty, uprawniony i uzasadniony, bezwarunkowo i zawsze. Jemu wolno się gniewać, sprowadzać klęski, wojny i nieszczęścia na... grzesznych ludzi, by ich nauczyć pobożności... a zatem i posłuszności przykazaniom, których podstawą jest unikanie grzechów głównych, czyli również niezmiernie popularnego i często przeżywanego... gniewu.

Emocje są podstawą hierarchii

Na wsi polskiej nigdy nikogo to nie dziwiło, zwłaszcza że nawet jak lud piśmienny był, to i tak się nie zabierał za obrazoburcze i świętokradcze wytykanie sprzeczności w piśmie świętym. Co więcej, krąży tam powiedzenie "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie", więc o co chodzi? Bogu gniewać się wolno, człowiek zaś grzeszy, z definicji przeciw Bogu, w ogóle gniewając się.

W praktyce życia społecznego od wieków wygląda to tak, że im wyżej kto był w społecznej drabinie, tym więcej wolno mu się było gniewać - miał coraz więcej podwładnych do wyładowywania na nich swojego gniewu. Podwładnym zaś nie wolno pisnąć, bo gniew to grzech czyli patrz punkt pierwszy, Pan może się gniewać i jego gniew jest słuszny. Gniew na Pana jest wyrazem buntu, niesubordynacji, nieposłuszeństwa i jest grzechem godnym kary. Również wtedy, gdy tym panem jest człowiek, wojewoda, wójt czy proboszcz.

W Japonii do dzisiejszego dnia obowiązuje rytuał na spotkaniach wielkich korporacji. Menedżer zaczyna je od gniewnej przemowy, nierzadko z krzykiem zwracając się do swoich podwładnych tak długo, aż oni nie okażą mu szacunku. Rytuał nakazuje, by okazali skruchę, żal a nawet łzy - i to niezależnie od tego, czy krzyk zwierzchnika i łajania mają jakiekolwiek racjonalne podstawy. Płacz w takiej sytuacji jest jedną z najwyższych form okazania szacunku. Relacja między Panem (tym, który ma prawo krzyczeć) a Podwładnym (tym, który ma prawo płakać) musi zostać jednoznacznie ustalona. Dopóki jest jednokierunkowa, w hierarchii organizacji panuje całkowita harmonia.

A nam, ślepym od blasku zachodnich tłumaczeń słów buddyjskich nauk wydaje się, że wiemy na czym polega wschodnie pojęcie harmonii. Zwłaszcza w odniesieniu do porządku i organizacji życia społecznego.

Emocje są organiczne

Nie jest przypadkiem, że jeden i ten sam narząd wewnętrzny - wątroba - łączy się w tradycyjnej chińskiej medycynie z emocją gniewu, zaś w europejskiej astrologii z Jowiszem, planetą autorytetu, sprawiedliwości, ładu i porządku społecznego. Sam Jowisz zaś to przecież gromowładny przywódca wszystkich olimpijskich bogów. Bez sprawnej wątroby zdrowie człowieka bardzo szybko się pogarsza. Jej transplantacje robi się oficjalnie dopiero od lat 70-tych zeszłego stulecia i wciąż 80-85 % pacjentów nie żyje wiele dłużej niż 1 rok z przeszczepem.

Marskość wątroby można "zarobić" nie tylko przez nadużywanie alkoholu czy narkotyków, ale też ... tłumienie w sobie gniewu.

Gniew jednakże nie jest związany wyłącznie z wątrobą. Według TCM w tym samym "żywiole" co wątroba znajduje się również woreczek żółciowy. Ilu znacie choleryków z woreczkiem zapchanym kamieniami żółciowymi, albo po jego wycięciu? To jednak nie koniec, bo każdy żywioł i każda energia ma w kręgu przemian swojego bezpośredniego "rodzica", energię która ją stwarza.

Psychologiczne korzenie agresywnych reakcji to rozmaite lęki, pojawiające się nagle w sytuacjach, w których natychmiastowy zastrzyk adrenaliny każe nam uciekać lub... atakować. Znów sięgając do prawideł chińskiej medycyny możemy się dowiedzieć, że wydzielające adrenalinę nadnercza, wraz z nerkami i pęcherzem moczowym należą do przemiany "Wody", rodzącej wątrobowe "Drzewo".

Problemy z pęcherzem moczowym, od przewlekłych stanów zapalnych, przez piasek i kamienie nerkowe aż do raka włącznie, pojawiają się gdy przestrzeń i granice osobiste danej osoby są ustawicznie naruszane. Zwierzęta nie bez powodu zaznaczają moczem swoje terytorium. Trening czystości wyrugował z ludzkiego ciała wszelkie odczuwalne ślady moczu i amoniaku, podobnie jak i potu - amputowaliśmy sobie zatem jedne z najważniejszych form sygnalizowania zarówno swoich emocji, jak i wyznaczania swoich granic. Musieliśmy znaleźć ich substytuty, takie jak podążanie za modą, zmiennymi gustami, zamiłowaniem do porządku lub bałaganu oraz wszelkimi innymi sposobami indywiduacji w plastikowym świecie podobnych do siebie pudełek.

Pstrokaty plastik i kapryśna moda jednak nie wyeliminowały stanów lękowych, braku poczucia bezpieczeństwa, trudności ze znalezieniem swojego miejsca i coraz głębiej idących, egzystencjalnych pytań... problemów z odpowiedzią na pytanie "kim jestem?" - czyli "gdzie są moje granice?". Problemy te pojawiają się nie tylko w relacjach zawodowych, ale też i w relacjach miłosnych i partnerskich. Co ciekawe, panowie rzadko doświadczają objawów zapalenia pęcherza, zaś panie o wiele częściej. Zważywszy na klasyczny, patriarchalny model relacji damsko-męskich, nie budzi to zdziwienia lecz każe się zastanowić nad tym, gdzie i kiedy, czyje granice osobiste są naruszane. O dziwo, to gniewu i krzyku kobiet "prawdziwi mężczyźni" się boją i starają się zagłuszyć go, jak tylko mogą - również piwem... na wyczyszczenie swoich kamieni i piasku z nerek.

W tym punkcie mająca ledwie 100 lat z hakiem psychologia potwierdza reguły chińskiej medycyny, znane od wielu tysięcy lat. Wszystko pasuje, jak w układance. Jak widać w powyższym, bezcelowe jest oddzielanie procesów psychicznych od fizycznych i energetycznych. Jedyne co zachłanny redukcjonizm mógłby tu wnieść, to poplątanie przyczyn i skutków oraz... większą sprzedaż pigułek.

Walka z gniewem jest jak zwalczanie ognia ogniem, albo jak chirurgiczna operacja amputacji żywej i zdrowej kończyny bez znieczulenia. Walką jest przytłaczanie emocji kulturowym tabu, nakładanie na swój kark jarzma wpojonego poczucia winy, ale też i przymus pozbywania się emocji, odreagowywania na siłę i rugowania dyskomfortu psychicznego za wszelką cenę.

Jeśli nauczymy się "puszczać" emocje - a raczej dopuszczać do świadomości - i w pełni uświadamiać ich korzenie, zamiast z nimi walczyć - zrobimy krok do przodu w procesie ich transformacji. "Puszczone" emocje zachowują się całkowicie organicznie - trawimy je, przyswajamy niezbędne składniki do wzrostu świadomości i samopoznania, a resztę wydalamy. Tego, czego absolutnie nie możemy sami strawić - musimy zakomunikować (obrazowo rzecz ujmując - "zwrócić").

Emocje są formą komunikacji

Proces komunikacji jednak często prowadzi do punktu, w którym emocje nie mają żadnych racjonalnych podstaw. Nie znaczy to jednak, że nie mają racji bytu - są ważnymi sygnałami z wnętrza, komunikatami ze strony naszych własnych procesów wewnętrznych do nas samych. Żeby się tego jednak dowiedzieć, trzeba doprowadzić do komunikacji i nauczyć się tak komunikować swoje emocje, by nie przerzucać ich na innych, ale też i zachowywać się asertywnie, by nie pozwolić sobą manipulować. Ludzie od zawsze posługują się emocjami jako formą komunikacji.

Jeśli dajemy komuś w odpowiedzi na jego emocje komunikat wyzuty z adekwatnych emocji, to jest on dla tej osoby nieczytelny, niespójny a więc podwójny. Gdy komunikacja jest niejednoznaczna a już angażuje emocje, niestety większa część komunikatu idzie kanałem emocji. Nawet jak staramy się komunikować spokojnie i racjonalnie swój gniew, stosując komunikację bez przemocy - rozemocjonowany odbiorca dostaje tylko nasz lęk przed konfrontacją, brak poczucia bezpieczeństwa, słabość i uległość (często - własne emocje, wyprojektowane na nas).

Siłą rzeczy to zaprasza do nadużyć - do tego, by druga strona jeszcze silniej wywaliła na nas swoje emocje, które wywołały w nas dyskomfort i naszą własną, emocjonalną reakcję. Im głębiej unikamy konfrontacji i dyskomfortu, w imię unikania emocji - tym bardziej rozwijamy wewnętrznie sprzeczne formy komunikacji i systemy wierzeń, "(pseudo)pozytywnego" myślenia. Nic z kolei nie niszczy tak podstępnie relacji jak wewnętrznie sprzeczna, paradoksalna komunikacja. Nie jedyną, acz jedną z podstaw diagnozowania schizofrenii są właśnie określone paradoksy komunikacyjne.

Patrząc z szerszej perspektywy - należy się wdzięczność tym, którzy potrafią nas wyprowadzić z równowagi emocjonalnej. Oni najlepiej pokazują nam, z czym mamy problem i jaki temat jeszcze mamy w sobie do integracji i pracy wewnętrznej.

Emocje są formą energii

Oczywiście, istnieje wiele praktyk energetycznych, jogicznych, buddyjskich i taoistycznych, kontroli i przetwarzania energii gniewu. Liczne praktyki prowadzą do uspokojenia umysłu, takie jak np.:

  1. mantry
  2. uśmiech wewnętrzny
  3. sześć uzdrawiających dźwięków
  4. koncentracja na Hara / dolnym Dantien
  5. skupienie na oddechu
  6. pranajama
  7. vipassana

Każdy kolejny stopień jest coraz silniejszą "magiczną pigułką" na myśli i emocje. Uczone są one jednak najczęściej z tego samego założenia, które mają i księża katoliccy - że gniew i emocje, oraz myśli do nich prowadzące, są czymś nieczystym, czego należy się za wszelką cenę pozbyć i z czego trzeba się oczyszczać. Cisza umysłu z kolei jest opozycyjnym, czystym i pożądanym stanem. Broń boziu, by kolega lub koleżanka, usilnie zabijający w sobie gniew i myśli, poczuli u Ciebie to "brudne coś". Może pójść reakcja łańcuchowa wyzwalania represjonowanych emocji po całej społeczności duchowej.

Buddyści nie nazywają gniewu grzechem, ale w buddyzmie funkcjonuje termin "splamienia umysłu" - jakby nie patrzeć, również pejoratywny, podobnie jak termin "grzech". Robiąc to z tym założeniem nie dokonujemy żadnej transgresji, kręcimy się w kółko. Starzy buntownicy: Osho, Jiddu Krishnamurti i Uppaluri Goppala Krishnamurti, nazywali takie działania autohipnozą, sztuczką mentalną prowadzącą donikąd. Tak samo jak i oni na Wschodzie, Castaneda i Gurdżijew na Zachodzie wyśmiewali wszelkie sztywne, statyczne próby doprowadzenia umysłu "do porządku".

Zastanówmy się, czy tak naprawdę istnieje różnica między kompensacją gniewu i poczucia winy za gniew poprzez spowiedź (lub jej współczesny ekwiwalent - psychoanalizę), a kompensacją poprzez praktyki energetyczno-medytacyjno-oddechowe? Gniew kompensowany przez medytacyjno - autohipnotyczne i energetyczne zabiegi dużo głębiej "znika" - choć pozornie, bo tylko z poziomu świadomości. Pozwolę sobie wygłosić herezję (dla mnie oczywistość), że ci co nie boją się przeklinać mają o wiele zdrowsze wątroby i psychikę od tych, którzy gniew tłumią i kompensują.

Czysto behawioralny trening psa Pawłowa, karzący za wyrażanie emocji, nagradzający zaś za "grzeczne" zachowania, prowadzi do ich stłumienia. Stopień tego stłumienia zależny jest od indywidualnej konstytucji psychicznej, energetycznej oraz w konsekwencji również i fizycznej.

Z perspektywy kilkunastu lat pracy z ludźmi i indywidualnej praktyki twierdzę, że dopiero bez oceniania myśli i emocji medytacyjno-energetyczne transformacje prowadzą przede wszystkim do rozpuszczenia tego warunkowania, dopiero umożliwiając głębszą retrospekcję, autoanalizę i znalezienie prawdziwych przyczyn stanów emocjonalnych, a także pierwotnych źródeł energii życiowej jaka za nimi idzie. Również im więcej lęku i gniewu przepracujemy, tym głębszy osiągamy poziom samoświadomości, wyciszenia i skupienia w medytacji. Nie zastępują jednak zdrowej komunikacji.

Istnieje również bardzo pozytywny aspekt pracy energetycznej z emocjami, jeśli nie towarzyszy mu piętnowanie i nieakceptacja samych stanów emocjonalnych. Jest to zwiększenie zdolności do przebywania w określonych stanach emocjonalnych, samemu ze sobą, bez angażowania zewnętrznych "luster". Gdy mamy większy "bufor" między automatyczną reakcją emocjonalną, a pojawieniem się w nas emocji, mamy więcej czasu i przestrzeni w sobie na uświadomienie sobie przyczyn emocji a także znalezienie adekwatnej formy komunikowania swoich stanów wewnętrznych w stosunku do adekwatnych odbiorców.

Czy gniew jest czymś faktycznie tak złym, że gniewanie się jest niezdrowe, a nazwanie go grzechem czy splamieniem załatwia całą sprawę? A co, jeśli ktoś jest ateistą lub "innowiercą" nawet wobec buddyzmu? Jak współczesna, wielokulturowa, globalna wioska próbuje sobie radzić z tym problemem?

Emocje są symboliczną informacją

Zwiększony bufor między reakcją a zaistnieniem emocji dopiero umożliwia zauważenie myśli, wspomnień oraz głęboko zakodowanych, symbolicznych i urywkowo tylko pojawiających się w świadomości obrazów - wraz z pojawiającymi się stanami emocjonalnymi w ciele i psychice. W ogóle umożliwia zauważenie, że wraz z psychicznym stanem emocjonalnym pojawiają się w ciele napięcia mięśniowe, stres, bóle a nawet i patologiczne objawy chronicznych problemów i schorzeń, związanych z wzorcami emocjonalnymi.

Bez świadomej pracy nad wypracowaniem tego bufora niesposób jest odczytać tych informacji, a dzięki temu zrozumieć istotę najgłębszej transformacji emocji i traum, zapisanych między innymi w fizycznych, mięśniowych blokadach. Nie da się też tego wyjaśnić czysto teoretycznie, bo pojęcia jakimi można opisać proces uwalniania wykraczają poza potoczny język i wymagają posiadania już jakichś doświadczeń, do których pasują nowe etykiety (które pokrywają się częściowo ze starymi, nieadekwatnymi znaczeniami).

Cieszące się coraz większą popularnością kursy jogi, pracy z oddechem i medytacji, jak również uznanych nawet przez akademicką psychologię technik relaksacji, szczęśliwie dają tego typu doświadczenia. Nie ma jedynie słusznej drogi do nich prowadzącej, jednakże wiele tych ścieżek ma wspólne, prastare korzenie, odkrywane na nowo. Najgłębszym wspólnym dla nich źródłem są bardzo stare przekazy tantryczne i alchemiczne. W tantrze nic nie jest nieczyste - wszystko jest tylko pustą formą pierwotnej, świetlistej natury umysłu. Podobnie w zachodniej alchemii, wywodzącej swoje korzenie z Egiptu, Chaldei i Sumeru, każda "ciężka" materia podlega transformacji do alchemicznego "złota".

Co ciekawe, w prastarych tantrycznych przekazach pełno jest obrazów oświeconych buddów i bóstw, istot mających... gniewną formę strażników ścieżki, o zdecydowanie demonicznych kształtach, po żołniersku motywujących do pracy adeptów i odstraszających wszelkich niepowołanych, niegodnych poznania tajemnic ścieżki ezoterycznej, nadmiernie ciekawskich. W zachodniej ezoteryce również jest pełno demonicznej i diabolicznej symboliki, wytłumaczenie jednak jej obecności i roli nie jest tak oczywiste, jak w przekazach wschodnich (co nie znaczy, że płytsze - wręcz przeciwnie).

Obrazy z naszej głębokiej podświadomości wywołują w nas nieodmiennie emocje, zakodowane od dzieciństwa, wyssane nieraz z mlekiem matki, wyniesione ze szkoły współodczuwania, jaką jest łono matki. Potrzebny jest świadomie przeżyty szok i zanurzenie w oceanie nieświadomości, by nerwicowe kompleksy wydobyć i na powrót zintegrować z całością świadomego "ja". Ten zapis obecny jest we wszystkich chyba znanych ścieżkach mistycznych i ezoterycznych.

W tybetańskiej tradycji podkreśla się rolę fizycznej śmierci jako totalnie i ostatecznie najważniejszego szoku, jaki może człowiekowi dać autentyczną integrację i odkrycie własnej, pierwotnej, oświeconej natury. Cała praktyka skupia się na przygotowaniu do tego doświadczenia. W zachodniej mistyce chrześcijańskiej opisuje się doświadczenie mrocznej nocy duszy, konfrontacji z obrazami piekła, upadłych aniołów i samym Szatanem, jako próby charakteru i ostatecznego doświadczenia mistycznej, boskiej łaski, unii z Bogiem (czyli znów - pierwotną jaźnią i naturą człowieka). W indyjskich przekazach buddyzmu mowa jest o podobnie dramatycznej konfrontacji z własnym fałszywym ego, Panem Iluzji (hinduistycznym bogiem Maara) przed ostatecznym oświeceniem.

W kabale mistycznej mowa jest o przekroczeniu Otchłani, przed odkryciem sfery oświecenia i unii z Bogiem, który to akt dodatkowo okultyści ubarwili koniecznością pokonania demona dyskursywnego umysłu - Choronzona. Chyba tylko taoizm jest najbardziej w tym temacie skromny, szary i przyziemny - bo mówi "tylko" o wielostopniowej, cierpliwej i wytrwałej integracji elementów Światła (Yang) i Ciemności (Yin) oraz ujarzmieniu własnych pragnień i transformacji seksualności, a dzięki jej energii - powrocie do pierwotnego, Uniwersalnego Wielkiego Tao.

Według psychologii transpersonalnej i badań Stanislava Grofa, każdy z tych szokujących, symbolicznych obrazów jest tylko fragmentem naszej własnej pamięci okołoporodowej. Z każdym z nich wiążą się bardzo silne emocje. Doświadczenie dotarcia do tych obrazów, zapisów pamięci matryc okołoporodowych i odreagowania ich energii, ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju osobistego i świadomego życia. Pamięć zdarzeń sprzed i z czasu porodu, pozornie chaotyczna, ma swój ściśle określony porządek, a wizje jakie się pojawiają w czasie odreagowania podlegają kategoryzacji. Póki jest całkowicie nieświadoma, determinuje i automatyzuje w wysokim stopniu nasze wzorce postrzegania, myślenia, odczuwania i zachowania na całe życie. W tym punkcie trzeba wspomnieć o wyklętej z uniwersytetów (za sprawą bulli papieża Urbana VIII) astrologii, która takie wzorce z zadziwiającą trafnością opisuje.

Emocje są sygnałami z kosmosu

Jedną z najbardziej banalnych informacji jaką można uzyskać z prawidłowo postawionego horoskopu jest wskazanie czasu, kiedy dana osoba jest najbardziej podatna na stres, psychiczne przeciążenia i kiedy jest najbardziej podatna na popadanie z innymi ludźmi w konflikty. Aspekty planet takich jak Mars, Uran, Saturn i Pluton (tradycyjnie zwane maleficznymi, czyli "złośliwymi") czy nawet Jowisz (wyznacznik społecznego "balona ego") dają możliwość zrobienia takich predykcji. Przewidywania te są tym bardziej bez pudła im mniej dany człowiek jest samoświadomy, zdolny do kontroli swoich emocji, im bardziej "chodzi na autopilocie".

Nie da się wpływu planet jednak tak prosto wytłumaczyć panom (panie bardzo rzadko kwestionują działanie astrologii), jak wpływu faz Księżyca. Panie doskonale wiedzą, że określone fazy Księżyca bardziej sprzyjają pojawieniu się menstruacji (gdy nie jest sztucznie regulowana hormonalnymi pigułkami antykoncepcyjnymi) oraz zmianom w równowadze hormonalnej. Stan emocjonalny zaś i poziom samopoczucia jest od nich bezpośrednio uzależniony - tym bardziej, im większy stres i ogólne zmęczenie się już zdążyło nawarstwić w ciele i psyche. Tak długo, jak długo nie jesteśmy cyborgami, nie uda się nam uciec od sygnałów i mądrości ciała, która synchronizuje nas z całym Wszechświatem.

Wszystkim, którym wydaje się, iż są w jakikolwiek sposób uprzywilejowani byciem mniej wrażliwymi, emocjonalnymi, tudzież "wolnymi od splamień umysłu" czytaj emocji... polecam zapoznanie się z kategoriami diagnostycznymi psychopatii. Jedną z podstawowych jest niezdolność do odczuwania lęku i (w konsekwencji) do współodczuwania. Również polecam ku zastanowieniu prosty fakt: to emocjonalne panie są w stanie motywować do najbardziej karkołomnych wysiłków panów. Właśnie dlatego, że doskonale wiedzą iż nie tylko one żyją emocjami - wszyscy nimi żyjemy i bez nich... tylko wegetujemy. Niewielu panów potrafi samych siebie motywować do długotrwałych, konsekwentnych wysiłków. Nieemocjonalność tworzy głęboką potrzebę dostarczania motywacji oraz pozytywnych emocji i uczuć z zewnątrz - i co za tym idzie, zewnętrznego sterowania.

Jeśli zadajesz sobie pytanie "na ile chodzę na autopilocie?" to odpowiedzią jest cała droga do tego punktu, którą prześledziliśmy razem w tym artykule. Wszystkie stopnie po kolei prowadzą aż do uświadomienia naszej natury - albo jesteśmy samoświadomą jaźnią, albo automatycznym, społecznie wytresowanym homo sovieticus - ludzką wersją psa Pawłowa, bezwolnym robotem - made in New World Order.

Teraz, kiedy wiemy już, gdzie tkwi najgłębszy korzeń emocji - i wiemy, że nie ma w nich nic "złego" - możemy wejść bezpiecznie w pracę z procesem, jaki one reprezentują.

Emocje są formą procesu

Przemysł medialny i rozrywkowy jest nastawiony na substytucję rozładowywania ludzkich emocji - a w lwiej mierze gniewu. Służy temu ogromna dawka przemocy i seksualnych treści, bombardująca masy z mediów. Ośrodki gniewu i seksu w ludzkim mózgu sąsiadują bezpośrednio - przekazują sobie zatem wzajemnie impulsy. To tworzy w ludzkich mózgach bardzo charakterystyczne kody komunikacji i zachowań.

Psychologia jednak uczy, że ciągłe rozładowywanie tych samych emocji wcale nie eliminuje przyczyn ich powstawania, które nazywa problemami, kompleksami, neurozami itd... Zwłaszcza, jeśli się promuje się kompensację emocji poprzez wyładowywanie ich w jeden, określony sposób (np. regularnych, krwawych sesji gier komputerowych, takich jak Quake czy innych, mniej lub bardziej paramilitarnych strzelanek), utrwala się problem - co więcej, znika z pola świadomości i ląduje już trwale pod jej powierzchnią, jako nieświadomy nawyk.

Zamiast uciekać do strefy komfortu - poprzez dowolne, znane rozładowanie - lepiej jest wytrzymać w dyskomforcie, zachowując pełnię uważności, otwartości na wszystkie dochodzące do nas informacje. Oczywiście, żeby to zrobić trzeba już mieć opanowane techniki relaksacji i wypracowany "bufor" samoświadomości, wspomniany wcześniej.

Dopiero w momencie autentycznej konfrontacji z własnym gniewem - na żywo, nie w retrospekcji - można poznać, gdzie tak naprawdę jest korzeń problemu. Często tkwi w nieumiejętnej, zaburzonej lub wręcz chorej komunikacji, która jest taka z powodu wspomnianych już wcześniej, podwójnych komunikatów emocjonalnych, przekazujących całkowicie sprzeczny z zamierzonym przekaz. Za tym mogą iść naruszenia osobistych granic, własnej prywatności, nadużycia przywilejów i pomieszanie ról społecznych, które takie nadużycia generują. Przede wszystkim jednak jest to energia do pracy nad sobą - nad własną samoświadomością. To jest jego największa wartość.

Pamiętać trzeba w czasie takiej pracy, że gniew nie jest żadnym zbędnym śmieciem psychicznym. Jest reprezentacją ukrytej energii, niezbędnej do wyrwania się z depresyjnego, błędnego koła bezsilnej apatii i obijania się o piętrzące się mury życiowych przeciwności, wydających się być w takim stanie umysłu tak bardzo poza naszym zasięgiem, poza naszą odpowiedzialnością. Praca nad sobą nie oznacza zamknięcia się w pustelni i ciągłego mantrowania na rzecz pokoju wewnątrz i na świecie. Cytując Arnolda Mindell'a, inicjatora i inspiratora kierunku psychologii pracy z procesem - lider jest mistrzem sztuk walki. Największy jednak przeciwnik, z którym mistrz ostatecznie musi się zmierzyć, nie jest nigdzie na zewnątrz.

To lęk przed miłością, bliskością i seksualnością popycha nas do tego, by atakować i niszczyć to, co kochamy, co otwiera na miłość, twórczość oraz wszechstronny rozwój, również (ale nie tylko) duchowy, na transcendencję naszych małych pudełek "ja". John Lennon i Yoko Ono w najlepszych latach swojego życia głosili wszem i wobec

"make LOVE not war"

... i choć era Dzieci Kwiatów przeminęła, do dzisiaj jest to manifest buntu przeciw podstawowej głupocie współczesnej cywilizacji, która wynosi wojnę, śmierć, cierpiętnictwo, zachłanność i pracoholizm ponad twórczą energię seksu, szczęśliwą i seksualnie spełnioną miłość, oraz artystyczną płodność bez przymusu płodzenia fizycznego potomstwa.

Emocje wspierają miłość

W judeo-chrześcijańskim kręgu kulturowym, gdzie seks piętnuje się na równi z emocjami, popularne jest wierzenie iż gniew, lęk i inne emocje przeczą miłości. Tam gdzie jest miłość - podobno nie ma miejsca na gniew, nienawiść, zazdrość, żal, lęk... podobno gdy one się pojawiają, jest to oznaka iż miłość umarła. Czy tak jest jednak w istocie?

W indyjskiej mitologii istnieje archetypowy pierwowzór dramatu "poskramiania złośnicy". Otóż jedną z partnerek boga zniszczenia i transformacji (!) Sziwy jest Kali, bogini śmierci o wampirycznym image. W nieocenzurowanej wersji mitu o pokonaniu przez Kali demona Raktabija, jedynym z bogów który waży się powstrzymać jej niszczący wszystko wokół, szaleńczy taniec zwycięstwa, jest właśnie jej równie zabójczy kochanek, bóg transformacji. Kładzie się pod nią z pełnym wzwodem, zaś ona dosiada jego prącia i dzięki jego miłosnym umiejętnościom uspokaja się w końcu, doprowadzona do rozładowania. Wystarczy spojrzeć na liczne obrazy i zdjęcia rzeźb, na których ta para po prostu ma seks, po załatwieniu demona przez czarną złośnicę.

Małpy bonobo, znane z promiskuityzmu, mają w zwyczaju resocjalizować agresywne jednostki poprzez zmasturbowanie ich. U nich jednak jest to w ogóle możliwe właśnie dzięki płaskiej strukturze społecznej, w której każdy z każdym może uprawiać seks. Coś takiego w ludzkim społeczeństwie nie ma racji bytu, odkąd nie funkcjonują powszechne, plemienne orgie przy ogniu w jaskiniach, w czasie przesilenia zimowego. Wyszliśmy z jaskiń, zapomnieliśmy o przesileniu zimowym i o całym cyklu świąt związanych z porami roku, w których celebracja płodności zajmowała święte i poczesne miejsce.

Wiąże nas porządek społeczny, konwenanse, religijne i parareligijne nakazy i zakazy. Co gorsza, wiąże nas jeszcze silniej struktura psyche współczesnego człowieka, coraz bardziej zawiła i wymagająca coraz głębszych i dłuższych studiów. W strukturze tej rola ofiary nadużyć seksualnych jest wręcz gloryfikowana, a jej uświęcona pozycja jest broniona przez racjonalizacje, z których składane są jak z klocków skomplikowane teorie.

Panie mają o wiele większą świadomość niż panowie, że gniew i nienawiść często są tylko drugą stroną złotego medalu miłości, oraz że te polarności są niezmiernie blisko siebie. Niektóre nauczyły się utylizować tą świadomość do perfekcji, więc jeśli przyjdzie komuś ochota na przyklejenie drugiej stronie etykiety "osobowość bipolarna / zaburzenie borderline" niech się dobrze zastanowi, jaką funkcję domniemane zaburzenie spełnia i dlaczego może być potrzebne w relacji. To jest punkt, w którym zastanowienie daje możliwość integracji zepchniętej do psychicznego Cienia i wypartej na zewnątrz, własnej emocji ("to ona się gniewa, nie ja") i własnego uczucia ("to on kocha, nie ja"), oraz jest kluczowy do wyrwania się z zamkniętych kręgów relacyjnych perypetii.

Emocje są zjawiskiem społecznym

W dzisiejszych czasach opłaca się być ofiarą nadużycia, a jeszcze bardziej opłaca się oskarżyć o nadużycie w taki sposób, by nie dało się udowodnić, iż było inaczej. Oskarżenia o mobbing, publiczne skandale to teraz narzędzia walki o pozycje społeczną, wpływy polityczne i przede wszystkim - pieniądze. Nic dziwnego, że USA, które kiedyś były wymarzoną krainą wolności i postępu, zmieniły się w konserwatywne imperium, którego liderzy odwołują się do katolickich wartości, stawiając je przed konstytucję i kartę praw człowieka. Teraz wysyła się w imię Jedynego Boga armie na niekończącą się wojnę z innymi wyznawcami tego samego Boga (ale innego wyznania)... a tak naprawdę w imię położenia łapy na polach ropy naftowej. Teraz to już nawet pierwsi prezydenci USA przewracają się w grobach.

W takiej oto strukturze mężczyźni zamykają się przed telewizorami z pizzą i wywarem chmielowym (chmiel ma własności ograniczania popędu, zaś endorfino-podobne substancje w termicznie przetworzonym cieście i serze zastępują satysfakcję seksualną), zaś kobiety konferują godzinami między sobą o wszystkim, byle nie o złym i brudnym seksie z brzydkimi facetami (no, chyba żeby się poskarżyć przyjaciółkom). I tak bez końca, aż znowu w telewizorze pojawia się groźba kolejnej apokalipsy (obecnie tak się koduje w mass mediach rok 2012) - wtedy na chwilę obie strony wymienią parę słów.

Gdy konflikty w końcu wybuchają (a są potrzebne i konieczne we współczesnej, globalnej ekonomii), mężczyźni mają szansę na jedyny społecznie dozwolony i uświęcony, bliski kontakt z własną płcią - poprzez walkę (miłość własnej płci między kobietami nie jest aż tak stygmatyzowana, a odpowiedź na pytanie dlaczego - poniżej). Paradoks ten pogłębia fakt, że mało kto ze współczesnych żołnierzy wie, iż armie starożytnych, zwłaszcza Greków i Spartan, w dużej mierze składały się z pilnujących swoich pleców partnerów seksualnych. Były to jednak również czasy, kiedy każdy na polu walki konfrontował się twarzą w twarz ze swoim przeciwnikiem, miał również w sobie świadomość honoru i inne, zapomniane dzisiaj cnoty waleczności. Walka służyła zaś nie tylko pieniądzom, a mężczyźnie dużo łatwiej przechodziło przez gardło wyznanie pozytywnych emocji i uczuć w stosunku do drugiego mężczyzny. Choćby z racji uznania rycerskich cnót i waleczności charakteru. Dziś jest to niepoprawne politycznie wbrew lukrowanym przez media pozorom, bo przeżywane przez nastoletnich rekrutów frustracje i homofobiczne szczucie zwiększają ich poziom agresji - czyli efektywności na polu walki.

Głęboko zakodowana w społeczeństwie Zachodu homofobia, płynąca z samej Biblii, ostatnio coraz silniej daje się zauważyć w mediach. Jest to kontrakcja wobec walki z nią osób bezpośrednio zainteresowanych przejawianiem swoich preferencji homoseksualnych. Z drugiej strony również obnażane w mediach coraz bardziej skrajne przejawy szowinizmu, seksizmu, mizogynii i androfobii każą przestać się dziwić, dlaczego coraz więcej mężczyzn i kobiet szuka spokojnego kąta u boku kogoś własnej płci. Kogoś, kto w obliczu konfliktów dookoła będzie walczyć po tej samej stronie. Naprawdę nie trzeba się doszukiwać traum i nieprawidłowości w procesie dojrzewania, gdy papka płynąca z mediów uczy "on dla niej wilkiem, ona jemu wilczycą" (wspomniane wcześniej skandale i rozgłos w mediach na temat mobbingu).

Co więcej, coraz bardziej wszechobecne, silne pola elektromagnetyczne, jak i również nasilanie się pól geopatycznych w związku z cykliczną aktywnością Słońca, sprzyjają mierzalnemu radiestezyjnie "przebiegunowaniu" energetycznemu ku własnej płci. Czy traktować to zjawisko jako chorobę, jak twierdzą religijni homofobowie? Osobiście sądzę, że to po prostu sama inteligencja Ziemi - Gaja - podejmuje za ludzkość wybór, jaką mają mieć seksualną preferencję i w konsekwencji fizyczną płodność. Niestety, na chwilę obecną nie mogę tego racjonalnie udowodnić, ani tym bardziej nie zamierzam bronić tej teorii w gorączce medialnej nagonki. Nie mogę też wykluczyć, że przeważa tutaj po prostu równolegle do nagonki propagowana w mediach... moda na seksualną odmienność. Ponownie jednak dzięki uważnej i nieoceniającej obserwacji można dotknąć w tym punkcie mądrości Natury i zsynchronizowania ludzkiego mikrokosmosu z Uniwersum - makrokosmosem.

Teoretycznie najprostszym rozwiązaniem byłoby dystrybuowanie wśród zwaśnionych armii silnych afrodyzjaków czy wręcz narkotyków, takich jak zakazana i bardzo piętnowana przez polityków (prawdopodobnie również ze względu na tą własność) marihuana, czy też syntetyczna i nie obciążona aż tak długą historią represji extasy (i do tego pokrewna do amfetaminy, masowo produkowanej ponad pół wieku temu na potrzeby armii faszystowskiej - więc również bardzo taniej). Wówczas zamienienie pola walki w jedną wielką orgię zdawało by się być stosunkowo prostym, względnie tanim i permanentnym rozwiązaniem wszystkich konfliktów międzynarodowych.

Czy powrót do plemiennych orgii załatwi sprawę wojen na świecie?

Raczej nie, czego dowiodła porażka spalonej na panewce rewolucji lat 60'tych. Dodatkowo teraz multimedialny, zewnętrzny substytut przemiany wewnętrznej za bardzo ułatwia jej uniknięcia i pozostania w sferze intelektualnych dywagacji oraz fantasmagorii. Nie jesteśmy też już ludem epoki kamienia łupanego.

Zresztą wedle najnowszych badań archeologicznych, Homo sapiens sapiens zaczął ze znacznie niższego poziomu kulturowego od tego, na jakim byli neandertalczycy, obecni jeszcze w momencie jego pojawienia się - i chyba takiego otrzeźwienia doświadczamy raz po raz, próbując wrócić do swoich pierwocin.

Wszystkie kandydatki na Miss Świata obowiązkowo recytują, że pragną pokoju na całym świecie. Póki jednak są obecne wojny, to jest właśnie ten punkt dyskomfortu, w którym warto się chwilę dłużej zatrzymać, by głęboko zrozumieć korzenie i przyczyny emocji gniewu, oraz cele tych najbardziej pierwotnych i podświadomych strategii zachowań człowieka.

Jakie ciekawostki można odkryć na temat karykaturalnie wypaczonych komunikatów i wypartych emocji gniewu?

Emocje udają racje

Gniew zracjonalizowany, tzw. słuszny jest dużo trudniejszy do rozbrojenia, niż ten spontaniczny, w którym nie ma żadnej świadomej kalkulacji. Dużo trudniej zobaczyć jego irracjonalność i paranoiczne nieraz lęki, leżące u jego podstaw.

Seks ze złości, czyli służący tylko temu, by gniew rozładować - też wcale nie jest "fajny". Jest neurotyczny, szybki, zaś orgazm w nim staje się obowiązkowy i najlepiej jak najszybszy. Taki orgazm nie ma nic wspólnego z duchową iluminacją - jest tylko chwilowym rozładowaniem i relaksem. Dlatego między innymi pogląd, że seks (szczególnie z przypadkowymi partnerami) to najkrótsza droga do oświecenia, jest bardzo płytki i stereotypowy.

Seks z gniewu jest także podszyty lękami. Wgląd w lęki jest czymś niezmiernie wartościowym i uwalniającym... związaną w nadnerczach energię. Kiedy człowiek zaczyna się bać, ciało kurczy się w charakterystyczny sposób, a krew odbiega do korpusu, szczególnie do okolic nerek. Energia życiowa nagle gdzieś znika, jakby wskutek jakiegoś złego uroku. Kiedy uwalniamy się od lęku, nie tylko uwalniamy tą energię z powrotem - ale też uwalniamy się od gniewu - nagłej, impulsowej mobilizacji i wyzwolenia energii zgromadzonej wskutek lęku i stresu.

Gniewne oskarżenia płci przeciwnej względem siebie bywają formą kopniaka w zamknięte drzwi do serca i sypialni drugiej strony. Nie ma to jak poderwać kogoś na poczucie winy i własnej niższości. Brnąc dalej w tą ciemną uliczkę nieświadomości - wydawałoby się też czasem, że jak komuś chce się seksu, to ma pełne prawo do gniewu, jeśli druga strona "nie chce dać". W końcu nie działa na rzecz pokoju na świecie, jest to zatem akt aspołeczny i przez to niebezpieczny, nie?

Przykładowe karykatury nieświadomych kalkulacji, oparte na lękowych wierzeniach, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a wiele z neurotyczną erotomanią i paranoją. Wbrew pozorom, podróżując przez mroczne dziedziny ludzkiej psyche natrafić można na ciekawsze jeszcze kwiatki.

Po całym tym wywodzie pozostaje bez odpowiedzi kluczowe być może dla naszych czasów pytanie:

Dlaczego rewolucja lat 60-tych się nie udała?

Być może to kwestia nadużywania narkotyków, być może kulturowy szok związany z nagłą przemianą postrzegania seksualności był zbyt duży. Być może po prostu yuppies, którzy przyszli po hippies, stąpali dużo bardziej twardo po ziemi i... po prostu lepiej sprzedali towar, który dla hippies był świętością. Rewolucja zaś pożarła swoje własne dzieci, jak to zwykle bywa z rewolucjami. Ideały sięgnęły bruku, a rządy nauczyły się kontrolować zjawisko wolności myślenia, wywierając ekonomiczną presję na wszystkich buntowników.

Czysto filozoficznie patrząc, nie można rugować Mroku i oczekiwać, że zapanuje tylko Światłość. Nie ma Yin bez Yang i na odwrót. Nie ma Boga bez Szatana (wg hollywood: nie ma Jedi bez Sithów). Proces pierwotny nie istnieje bez wtórnego. Wierzyć w piękne ideały można i czasem nawet trzeba, ale rzeczywistość w którymś momencie upomina się twardo o swoje prawo do istnienia. Tu i teraz. Warto też pamiętać, że ideały bardziej niż cokolwiek innego są w stanie zrodzić monstra (to też a propos Gwiezdnych Wojen - ale nie tylko). Te zaś należą do domeny psychicznego Cienia i... trzeba się z nimi skonfrontować, idąc opisaną wcześniej ścieżką autoinicjacji i wewnętrznej integracji Jaźni.

Streszczając cały ten wywód do telegraficznego skrótu - mamy do zrobienia tylko: pokonanie demonów i smoków nieświadomości, uświadomienie sobie swojej emocjonalnej strony jaźni, odkrycie i zintegrowanie swojego gniewu tak, jakby to był największy skarb, jaki mamy w sobie ukryty, energetyczne dynamo o mocy perpetuum mobile, by dzięki temu stać się świadomym, samosterownym i możliwie najbardziej oświeconym Wojownikiem. Tak proste, że aż piękne, prawda?

Zostań naszym fanem i otrzymuj powiadomienia o nowościach
Podaj dalej
Dodaj do Google Reader'a lub strony domowej
Subskrybcja nowości

Teksty Transformacja gniewu - czyli o kolejnym, ukrytym źródle odnawialnej energiiPodróż do Egiptu - inicjacja WojownikaMerkaba i medytacja dźwiękuMerkaba w EgipcieDao seksu i emocji Wywiad z Mistrzem Mantak Chia Seksualny Qigong - Praktyka mocy dla współczesnej kobietyKsiążki Recenzje książek o dramie, pedagogicznych i psychologicznych Recenzje książek daoistycznych Recenzje książek tantrycznych Słownik metaumiejętność Mistrz Eckhart Noc duszy Mistrza Eckharta Sha Huang Di Qigong Tradycyjna Chińska Medycyna Kua Pakua nadi Anahata Muzyka YANKO VALSKEY-W trzech aktach Pliki - Yanko Valskey Znak Zasłuchania - Woda Hue Rage Music Pliki - Artur Lasoń Katalog Agencji FEMME Grafika Ludzie jako moja inspiracja Jantry siedmiu czakr Petaloid na Kaduceuszu Mandala: Plecionka Lucis Ferro Mandala: Pentagram Mandala: Energetyzator Konsultacje Astrologia i TarotKultywacja PrzejrzystościTreningiUzdrawiające Tao - kontynuacja, prowadzą Roman Fierfas i Katarzyna Miernicka, WarszawaSpirit of Leadership: Inspiracje i wyzwaniaAstrologia holistycznaTantra Partnerstwa Nasze serwisy Forum Tantrycy.pl: Tao, Tantra seksu, harmonijne i zdrowe relacjeXorcery - współczesny system rozwoju holistycznegoTaojoga - praktyka jogi taoistycznej w PolsceGwiazdy Dzisiaj - astrologia i Tarot w biznesie oraz coachinguPolecamy: ViaruteWolne Media - Toplista Wolne MediaUrania - profesjonalny program astrologiczny